KOLEJ TRANSSYBERYJSKA

KOLEJ TRANSSYBERYJSKA

Bilety na Kolej Transsyberyjską kupiliśmy 2 dni przed rozpoczęciem podróży. Wcześniej czytaliśmy fora internetowe i strony związane z Koleją, żeby znaleźć jak najlepszą (najtańszą) alternatywę dla nas. Zdecydowaliśmy się kupić bilety na miejscu ze względu na to, że kupno ich tutaj wcale nie wiąże się z droższą ceną, brakiem miejsc, czy czekaniem tydzień na jakieś wolne. W zakupie biletów pomógł nam nasz host Andrej, który pokazał nam stronę rosyjską Kolei eng.rzd.ru, przez którą chcieliśmy dokonać zakupu. Niestety płatność naszymi kartami nie została zaakceptowana. Korzystaliśmy z VISY i MasterCard, z kont walutowych w dolarach, jednak żadna z transakcji nie powiodłam się. Tomasz wpadł na pomysł, żeby zrobić printscreen’a, zaznaczyć w paintcie miejsca, które nas interesują i pokazać to Pani w okienku na dworcu. Udało się! Na Dworcu Jarosławskim kupiliśmy 4  bilety na Kolej na odcinku Moskwa- Irkuck ( ileś tam kilometrów). Cena za jeden bilet wynosiła 6925 RUB, około 520 zł. Niestety w okienku nie można było płacić kartą, trzeba było wybrać pieniądze z bankomatu, na szczęście tych na Dworcu nie brakowało. 17 czerwca o 00:30 wystartowaliśmy na Daleki Wschód.

Jakie wrażenia zrobiła na nas Kolej? Każdy z nas chyba spodziewał się czegoś innego. W ogólnym rozrachunku bardzo nam się podobało. W naszym wagonie jedynymi turystami byliśmy my. Pozostała większość pasażerów była Rosjanami. Ze względu na preferencję oraz koszty wybraliśmy najtańszą klasę, z otwartymi przedziałami. Co do wyboru miejsc, mogliśmy to rozegrać lepiej. Wybraliśmy łóżka wzdłuż przejścia, na korytarzu. Co prawda obok siebie, jednak jeżeli chodzi o przestrzeń, to zdecydowanie były to miejsca z ograniczonym polem manewrowym. Miejsca naprzeciwko nas były już bardziej dostosowane do potrzeb ludzkich. Nie trzeba było składać stolika, żeby się położyć. U nas niestety albo łóżko, albo stolik.

Jeżeli chodzi o warunki sanitarne w pierwszej chwili ciężko przyswajalne, ale z czasem dało się przyzwyczaić. Wyglądało to jak w  starych polskich pociągach z czasów nie tak odległych. Najważniejszą postacią w wagonie była prowadnica. Naszą ochrzciliśmy mamą. Warto mieć z nią dobre układy, ze względu na to, że trzyma ona władzę w wagonie ( otwiera i zamyka toalety ).  Nasza na pierwszy rzut oka nie należała do tych sympatycznych. Jednak droga zweryfikowała naszą opinię co do niej. Potrafiła pójść do innego wagonu po wrzątek, albo umyć nam naczynia. Innym aspektem podróży Koleją były stacje postojowe. Pociąg zatrzymywał się na tych większych na dłuższą chwilę. Warto wtedy było wyjść za peron i zrobić zakupy żywnościowe na dalszą część podróży. Trzeba tylko pamiętać o tym, że na samych stacjach jest parę razy drożej. Jedynym i najważniejszym mankamentem był brak powietrza, duchota i okropna wilgoć. Temperatury na zewnątrz nie rozpieszczały nas. Plus 30 to minimum jakie nas spotkało.

Udało się to jednak przetrwać. Wielką zasługę mieli w tym nasi współpasażerowie, z którymi zintegrowaliśmy się w momencie kiedy ukradli nam telefon. Mniemamy, że stało się to nad ranem, kiedy my poszliśmy do sklepu na stacji, a Kaja smacznie spała. Nie złapaliśmy nikogo za rękę, jednak mamy pewne podejrzenia co do tego incydentu. Ku naszemu zaskoczeniu, miłe wrażenie zrobiło na nas zainteresowanie nasza sprawą przez policję. Poświęcili nam bardzo dużo czasu, pracy i uwagi. Oprócz policji pomagali nam również ludzie z pociągu. Dzięki nim miło wspominamy tamten czas.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *