Kraje nadbałtyckie!

Drugiego czerwca rozpoczęliśmy naszą podróż dookoła świata. Chcieliśmy zrobić sobie prezent na dzień dziecka i wyruszyć 1 czerwca, ale jeden dzień spóźnienia to i tak dobry wynik. Z Wrocławia wyruszyliśmy drugiego, jednak północno-wschodnia część Polski zatrzymała nas na dłużej. Oczekując na nasze paszporty, a dokładniej na wizy rosyjskie spędziliśmy czas u naszego przyjaciela na Podlasiu. Był to bardzo intensywny czas spędzony na spływie kajakowym po Czarnej Hańczy, odpoczywaniu na sejneńskich polach, oraz zwiedzaniu Białegostoku.

c

d

Właśnie tutaj na Podlasiu spędziliśmy pierwszą w naszym życiu noc w mongolskiej jurcie! Po 3 dniach nasze paszporty dotarły na miejsce, a w środku ważne wizy rosyjskie. Tego samego dnia kierowaliśmy się w kierunku północnym, na Litwę. To pierwsze państwo na  naszej liście do zdobycia:) Lista miejsc do zobaczenia w tym kraju nie jest zbyt długa ze względu na fakt, że kraje nadbałtyckie potraktowaliśmy jako „jedno”. To pierwszy argument, żeby nie zatrzymywać się tutaj na dłużej. Drugim argumentem jest wiza rosyjska wydana na 25 dni, która rozpoczyna się już 8 czerwca! Trzecim argumentem jest wyjazd  Kai, która ma tylko 2 miesiące urlopu, i wykupiony bilet powrotny z Pekinu do Polski. Wszystko to przemówiło za tym, żeby nie zatrzymywać się zbyt długo w krajach europejskich. Zawsze można tam wrócić, ponieważ odległości nie powalają na kolana. Litwa przywitała nas polskim krajobrazem, i wspaniałym zachodem Słońca.
Pierwszą noc za granicą spędziliśmy osobno, rozbijając nasze namioty na dziko. My zatrzymaliśmy się 60 km od Troków, ze względu na późną porę i małe zainteresowanie nami na drodze. Druga ekipa dojechała do Troków przed nocą. Nie wiemy czy na Litwie można rozbijać namioty na dziko, ale nikt nie miał nic przeciwko, więc najprawdopodobniej możnaJ.

Troki- nazajutrz dojechaliśmy do Troków, i wszyscy razem spotkaliśmy się pod słynnym  zamkiem, nad Jeziorem Galwe. Miasteczko zrobiło na nas dobre wrażenie, a przynajmniej ta część którą zobaczyliśmy. Zamek, który był naszym celem i miejscem spotkania położony jest na wyspie, w malowniczej scenerii. To turystyczne miejsce, gdzie nie brakuje chińczyków oraz innych osób w Canonami w rękach.

 e

Wokół znajduję się mnóstwo miejsc, gdzie można zarobić na turystach- kafejki, restauracje, wypożyczalnie sprzętu wodnego itp. Wyspa otoczona jest szlakami pieszymi, gdzie można schronić się przed Słońcem albo np. rozbić namiot J My zdecydowanie jesteśmy za drugą opcją. Nasze bagaże bez większych problemów zostawiliśmy w jednej z tych restauracji, bez opłat i bez zamawiania kawy, a ceny nie na kieszeń backpackera. Wolimy nasze pieniądze wydawać w sklepach dla lokalnych, wtedy tak szybko nas nie opuszczają. Po wizycie w Zamku, a dokładniej pod zamkiem, kierowaliśmy się na wylotową ulicę z miasta, żeby złapać jakieś autko, które podwiezie nas do stolicy. Nie zdecydowaliśmy się na wejście do środka zamku, ze względu na czas ( cena dla studentów 3 euro, dla dorosłych 6 euro).

Wilno- Wilno już na samym starcie przywitało nas ciepło.  Nie zdążyliśmy jeszcze dojechać do centrum, a już mieliśmy zakwaterowanie u zwariowanych kobiet, które podwoziły na stopa Kaję i Tomka. Prysznic i dostęp do prądu to, to czego było nam trzeba. Rozbiliśmy nasze namioty w ogródku i po 10 minutach piechotą, doszliśmy do centrum. Pierwszą pozycją na naszej liście „chcemy to zobaczyć” była Ostra brama. Po krótkiej wizycie w pobliskim Kościele i sesji fotograficznej stwierdziliśmy, że następne przystanki dopiero po obiedzie. Wybraliśmy się na spacer wzdłuż rzeki Wilejki oraz na wzgórze Trzykrzyskie, na którym widniały trzy białe krzyże. To byłoby na tyle ze zwiedzania Wilna. Po wizycie w centrum wróciliśmy do naszego hosta na litewsko-polską pożegnalną imprezę. Wyjazd z Wilna nie należał do łatwych. Autobusem dostaliśmy się na stację benzynową, znajdującą się na wylocie z miasta. Nie zakładaliśmy, że spędzimy tam kolejne 4 godziny ,ale tak właśnie się stało. Litwini nieufnie podchodzili do autostopowiczów, tych na drodze i tych pytających na stacji. Jednak jak wiadomo cierpliwość popłaca. Na wieczór wspólnie dotarliśmy do stolicy Łotwy. Na pierwszy rzut oka poczuliśmy się jak w dalekiej komunie. Na szczęście pierwsze wrażenie nie zawsze jest trafneJ  W Rydze mieliśmy umówiony nocleg na CS. Nasz host- Igor przyjechał po nas do miasta i zawiózł do swojego domu znajdującego się 40 km od Rygi. Tam jego żona przywitała nas przepysznym barszczem ukraińskim. Oj długo będziemy go pamiętać. Para okazała się bardzo gościnnymi ludźmi, którzy oprócz prysznica, pysznego jedzonka, oraz noclegu podzielili się z nami swoimi umiejętnościami oraz pasją- a mianowicie fotografią. Pokazali nam portal gdzie można sprzedawać swoje fotografie (shutterstock.com). Co z tego wyniknie? Jeszcze nie wiemy, ale na pewno będziemy  starać się robić lepsze zdjęcia. Rano pojechaliśmy zwiedzać Rygę. To miasto spodobało się nam bardziej niż Wilno. Panował tam swoisty klimat, dla którego można by zatrzymać się tutaj na dłużej.

f

Nam jednak spieszno było do Rosji, więc jeden dzień musiał wystarczyć.  Zwiedzanie Rygi zaczęliśmy od starego miasta. To co nam się podobało to brukowane uliczki, dom Kotów, mieszczańskie kamienice oraz kafejka, w której się zatrzymaliśmy  na kawę. Zamek Ryski nie zrobił na nas wrażenia, tak samo jak Trzej bracia- czyli domy kupieckie stojące obok siebie.  Odwiedziliśmy również most zakochanych, czyli urokliwy mały mostek obwieszony kłódkami. Można by rzec, że nasz Wrocławski most dla zakochanych (Tumski) jest dużo bardziej urokliwy – szczególnie wieczorami. Kolejnymi punktami naszego spaceru był Pomnik Wolności, znajdujący się w centralnej części miasta oraz spacer brzegiem rzeki Dźwiny. W Rydze znajduję się Pałac Kultury i Nauki podobny do warszawskiego. Ja osobiście wolę ten Nasz.  Po wizycie w tym mieście stwierdzamy, że najlepszym sposobem na Rygę jest zgubienie się w centrum i odwiedzenie lokalnych barów, czy kafejek. J  Standardowo na wylotówkę miasta dostaliśmy się autobusem. Tutaj było dużo lepiej niż na Litwie. Łotysze są chyba bardziej otwarci na zabieranie autostopowiczów. Nocleg spędziliśmy w namiotach blisko Tallina. Kaja z Tomkiem dojechali 14 km za Tallin. Do celu powiózł ich autokar pełen uczniów szkoły sportowej. Trener- czynny uczestnik Biegów Worldloppet  zobaczył na ich bluzach logo Biegu Piastów oraz światowych biegów, przez co nawiązała się konwersacja, a co za tym stoi, darmowa podwózka autokarem do celu. Cieszymy się, że logo Biegu Piastów jest rozpoznawalne w Europie. Na drugi dzień umówiliśmy się  w naszym stałym miejscu spotkań- a mianowicie pod MacDonaldem w centrum. Wierzymy, że w każdym wielkim, europejskim mieście  znajduję się ta restauracja Tallin podobał nam się najbardziej ze wszystkich trzech nadbałtyckich stolic.

g

Całe miasto otoczone jest obronnymi murami, co wprowadza w średniowieczny klimat. W Tallinie odwiedziliśmy Zamek Toompea,  kiek in de kok- czyli słynną basztę, oraz inne obiekty, których nazwy już nie pamiętam. Wielkim plusem są małe odległości. Wszystko znajduję się w centralnej części Tallina. Na dłuższą chwilę zatrzymaliśmy się w klimatycznej kafejce Boca Pott- Art, Shop, Cafe, żeby spróbować lokalnego piwa i oczywiście kawy. Po całodziennym włóczeniu się po centrum, znajomy Pawła- Vitali przygarnął nas na wyczekiwany prysznic. Noc spędziliśmy przy drodze wylotowej w namiotach. Nazajutrz czekała na nas już Rosja.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *