BALI- CO WARTO ZOBACZYĆ, GDZIE SURFOWAĆ I JAK SIĘ ZAKOCHAĆ?

Bali to najsławniejsza wyspa w całej indonezyjskiej rodzinie. Słowo Bali pobudza zmysły, kojarzy się z wszelako pojętą egzotyką, przypomina o wakacjach, a dla mnie to przede wszystkim przeniesienie się do książki „Jedz, módl się i kochaj”. Ciężko jest przyjechać tutaj bez oczekiwań. Przez to, że wyspa jest znana na całym świecie, odwiedzający szukają tu raju. Jedni go znajdują i zakochują się, a inni wyjeżdżają rozczarowani.

            Nasza przygoda w tej części Indonezji trwała 24 dni. Za krótko, żeby się zakochać i za długo żeby być rozczarowanym. Bali jak większość innych wysp ma zarówno atrakcyjne i jak mało zachęcające miejsca. Naszym założeniem nie było eksplorowanie wyspy. Oczywiście chcieliśmy coś zobaczyć, jednak głównym celem był surfing. Przed przylotem tutaj mieliśmy okazje spróbować surfingu w Australii, gdzie złapaliśmy lekką zajawkę. Idąc tym tokiem myślenia, Bali miało być następne. Spróbować się udało, ale wymarzone dwa tygodnie spędzone na plaży z deską pozostały dalej marzeniem. Niestety sezon i mieszana pogoda nie pozwoliła na zrealizowanie planu. Wytrwale jeździliśmy skuterem od plaży do plaży, pytając i sprawdzając warunki, a tym samym mając nadzieję, że w końcu znajdziemy tą odpowiednią plaże dla nas- początkujących surferów. Miał być codzienny surfing a chcąc nie chcąc wyszło zwiedzanie i bujanie się po wyspie. No bo jak już gdzieś jedziesz i przy okazji są jakieś ciekawe miejsca po drodze, to szkoda nie zobaczyć. W takich momentach ciekawość i chęć poznania wygrywa ze zmęczeniem i deszczem.

            Dzięki temu, że pogoda na surfing nam nie dopisała, widzieliśmy co nie co, mieliśmy nawet swoje mieszkanko na tydzień ( dzięki dziewczyny), a teraz postaramy się to opisać.

 

  •        Transport po wyspie

Skuter– najlepsza naszym zdaniem i najtańsza forma transportu. Wypożyczenie skutera na dzień to koszt w granicach 50 000 IDR, czyli około 15 zł. Im dłuższy czas wypożyczenia tym cenę można zbijać. Warto oczywiście się targować, jednak uważam, że 50 000 to uczciwa cena. Paliwo jest tanie więc spokojnie można podróżować po wyspie tym środkiem transportu.

Autostop– sprawdzone, działa. Często kierowcy chcą podwozić za pieniądze, w formie prywatnej taxi, jednak po odmowach odjeżdżają i dają Ci spokój. Czasami dają Ci swoją wizytówkę i proszą o to, żeby zaprosić na Bali europejskich przyjaciół, a tym samym skorzystać z ich usług transportowych. Oczywiście będzie zniżka 😉

Taxi– unikać, dużo naciągaczy przyzwyczajonych do portfeli bogatszych turystów.

Uber, Go jek – Względnie tani i bezpieczny od naciągania. Po ściągnięciu aplikacji i rejestracji auto podjeżdża w miejsce gdzie aktualnie jesteś – musisz mieć tylko telefon z Internetem i włączoną lokalizacją. Cena (lub widełki cenowe) jest widoczna jeszcze przed podjęciem decyzji czy decydujesz się na ten środek transportu, czy nie.

  • Co zjeść?

Co zjeść, albo czym się objadać? Na Bali kupkom smakowym nie będzie nudno. Jest różnorodnie, smacznie, tanio, drogo, egzotycznie, orientalnie, zachodnio, indonezyjsko, jednym słowem- balijsko! Mi smakowało bardzo. Na pewno odnajdą się tutaj weganie, wegetarianie i wszyscy Ci co mięska nie jedzą, ale Ci mięsożerni też nie będą narzekać. Balijska kuchnia to przede wszystkim warzywa w każdej postaci, soja i jej przetwory, pyszny słodko-ostry, orzechowy sos plus owoce do wyboru do koloru. Do rzeczy, czego warto spróbować?

Co do indonezyjskich przysmaków, to większość z nich opisałam tutaj

Będąc na Bali warto też popróbować innej kuchni, które nie koniecznie z Indonezją ma dużo wspólnego. Dzięki temu, że turystyka nie śpi, to możemy smakować tam kuchni z całego świata. Przede wszystkim polecam balijskie przysmaki, ale jak ktoś zamierza tutaj spędzić trochę czasu, albo nawet przeprowadzić się na jakiś czas to na pewno nie będzie problemu z wyborem dobrym knajpek. My przez ponad 3 tygodnie znaleźliśmy parę miejsc, które specjalnie przypadły nam do gustu, czasami ze względu na klimat miejsca, a czasami wyłącznie dla ekstazy smakowej.

Zacznę od Ubud bo to moje ulubione miejsce na Bali i to nie tylko ze względów smakowych.

 

Sari Organic

W Ubud szczególnie przypadła nam do gustu knajpka, która znajduję się dokładnie pośród pól ryżowych. Wszystko co tam podają jest organiczne, a klimat dookoła sprzyja, żeby spędzić tam trochę więcej czasu niż w fast foodzie. O tym miejscu dowiedzieliśmy się od Polaków (Wiktoria i Daniel dziękujemy) spotkanych w Hong Kongu więc podajemy dalej, bo dobrem trzeba się dzielić. Z czystym sumieniem mogę polecić to miejsce: smaczne, dobre jakościowo, egzotyczne jedzenie na łonie natury J W porównaniu do ulicznych warunków jest dużo drożej, dlatego nie polecam stołować się tam codziennie ale na randkę można przyjść. Także Panowie wiecie już gdzie zabrać swoją ukochaną na śniadanie. Na wieczór polecamy inne miejsca, bo szkoda przegapić to co jest dookoła.

                                                  

Bali Buddha store

To kolejne miejsce ze zdrową żywnością o dobrym składzie. Nic nie poradzę, że takie miejsca mnie lubią. Tym razem to nie knajpka a sklep plus piekarnia, gdzie uwaga jadłam jedno z lepszych ciast ever! Było PRZEPYSZNE plus zrobione ze zdrowych składników, które lubią panie na dietach! Moja wina, że nie zrobiłam ani zdjęcia, ani nie zapamiętałam nazwy, ale w środku jest pokaźna witrynka z różnymi smakołykami dla łasuchów ! Palce lizać… dla tego ciasta bym tam wróciła!

Kawiarnia Kahiyag

Kawiarnia, w której mieszkaliśmy na Couchsurfingu. Przyjemne miejsce, gdzie z dachu można obserwować życie miasta. Podają bardzo dobrą kawę. Właściciel zna się na rzeczy, i jeżeli się go poprosi to z przyjemnością podzieli się swoją wiedzą na temat kawy i sposobów jej przygotowywania.

Było parę ciekawych miejsc w najładniejszym mieście to teraz dla kontrastu nasza ulubiona knajpka w najbrzydszym mieście, czyli Denpasar a dokładniej Kuta. Tak , tak tam też byliśmy, chociaż wszyscy odradzają. Było brudno, turystycznie, imprezowo tak jak jest to opisane na blogach, ale żyjemy i mamy się dobrze, a w dodatku znaleźliśmy tam bardzo fajną knajpkę, do której wracaliśmy, jak było po drodze.

TJ’s Mexican Bar & Restaurant

To miejsce polecamy na śniadanie, lunch albo każdy inny posiłek. Super atmosfera, klimat, muzyka, dookoła kwiaty, obok oczko wodne, wygodne kanapy i dobre meksykańskie jedzenie.

 

Jimbaran

Tam za sprawą super dziewczyn ( dzięki Emilia, Ewa i Diana), i niezastąpionych Na nowej drodze życia ( dzięki Asia i Adam) mieliśmy szansę pocieszyć się balijskim mieszkaniem. Z tego względu południowy cypel a zwłaszcza okolice Jimbaran poznaliśmy dość dobrze.

Warung Makan Yuuk

Warung znajduje się na głównej drodze, która prowadzi na południe, tak więc warto zatrzymać się tam na lunch. Tanio i bardzo smacznie! Polecam zamówić nasi campur, czyli porcję ryżu plus powybierać dodatki, które widać na witrynie. Ja szczególnie polecam temphe i temphe manis, yummy

Te miejsca, nam zapadły w pamięci, ale Bali kryje w sobie mnóstwo knajp, restauracji, street fooda , gdzie zmysł węchu się wyostrza, a kupki smakowe wariują ze szczęścia. Samo siedzenie w knajpkach, które są tam uroczo usytuowane daje chwilę relaksu. Te miejsca są stworzone do chilloutu. Większość z nich  ( zwłaszcza w okolicach Ubud) posiadają ogrody, gdzie rośnie mnóstwo kolorowych kwiatów, klimat jak z bajki. Trzeba tylko wybrać odpowiednią dla siebie.

  • Czego warto doświadczyć?

 

Odwiedzić plantację kawy i napić się kopi luwak

Satri Coffee Plantation

Nieważne czy jesteś wielbicielem kawy czy nie, to miejsce warto odwiedzić z paru względów. Po pierwsze dowiesz się co nieco o kawie i zobaczysz proces jak się ją wypala, mieli i przygotowuje do spożycia. Oprócz kawy zobaczysz na plantacji jak rosną ananasy, wanilia, imbir, cynamon i inne rośliny, które znamy i używamy w kuchni. Zostaniesz poczęstowany degustacją różnych kaw, herbat, czekolad a nawet tytoniem.

Na plantacje nie ma biletu wstępu, więc  wszystko jest darmowe. Na koniec jeśli masz ochotę to możesz zamówić sobie filiżankę kawy luwak, lub kupić inne wcześniej próbowane kawy czy herbaty w sklepie, który znajduję się na plantacji. Twoja wolna wola. Miejsce bardzo polecamy. Jak dla nas kawa luwak to nic specjalnego. Może ma więcej protein niż zwykła kawa, ja jednak zostanę przy swoich ulubionych. Jedyny przykry widok na plantacji to łaskuny w klatkach. Łaskuny to zwierzęta, które produkują luwaka, poprzez jedzenie ziarenek i wydalanie ich- proste J Na plantacji powiedziano nam, że łaskuny żyją tam na wolności, a oni wabią je ziarenkami kawy. Jak jest nie wiem, ale wiem, że widziałam je w klatkach.

Treking na wulkan

Bali może szczycić się  sześcioma wulkanami, a my wejściem na jeden. Dwa z nich cieszą się szczególną sławą, ze względu na to, że z góry można podziwiać panoramę wyspy. Wulkaniczne szczyty na Bali to siedziba Bogów, więc wart się tam wybrać.

Wulkan Agung to najwyższy szczyt Bali, a szósty pod względem wielkości szczyt Indonezji – 3142 m n.p.m. Zalicza się go do czynnych wulkanów. Ostatnia erupcja miała miejsce w 1964r. w wyniku, której zginęło 12 000 ludzi. Na zboczu góry znajduję się kompleks świątyń- Pura Besakih. To miejsce z wiadomych im względów jest dla wierzących balijczyków najważniejszym świętym miejscem na wyspie. Turystom nie wolno wchodzić do środka, mogą zobaczyć to miejsce tylko z zewnątrz. Szacowany czas zdobycia góry dla osoby z dobrą kondycją to od 7 do 8 h. My niestety nie wybraliśmy się tam na trekking. Chęci były i to wielkie, ale sezon i pogoda nie ta. Ze względów bezpieczeństwa i niestabilnego gruntu wybraliśmy jego mniejszego brata, a mianowicie wulkan Batur.

Wulkan Batur mierzy 1717 m n.p.m. Szczyt dla przeciętnego turysty jest łatwy do zdobycia. Nie ma elementów wspinaczki, ani pionowych ścian. Spacer wymaga oczywiście wysiłku, w końcu to góra. My nasz trekking rozpoczęliśmy w nocy, żeby na szczyt dotrzeć na wschód słońca. Trekking trwa około 2h, warto zabrać ze sobą śniadanie, co prawda na górze jest sklepik ale ceny są wygórowane. Jeżeli nie masz termosu i nie możesz zabrać ze sobą kawy na szczyt to w takim wypadku można tam kupić czarny nektar Bogów, który o poranku jest bezcenny. A tak na poważnie to ja skusiłam się na kupno kawy na szczycie. Oczywiście zamiast normalnego mleka dostałam słodkie skondensowane, ale jak się jest na wulkanie o 5 rano to wybacza się nawet takie zajścia 🙂 

Czy panorama z głównego punktu widokowego jest nieziemska? Odpowiedź brzmi nie. Mnóstwo ludzi plus wielka komercja. Jednak dalej można zrobić sobie dłuższy spacer zboczem krateru, a to już robi wrażenie. Widoki po drugiej stronie są piękne. Zejść można innym zboczem, które nie jest takie zatłoczone jak to przy wchodzeniu.


Usługi przewodnika nie są obligatoryjne żeby wejść na szczyt ( mimo odmiennego zdania naganiaczy), ale większość ludzi decyduje się by jednak iść w jego towarzystwie. Szlak jest dość łatwy, a w nocy widać sznurek światełek idących na szczyt także w zasadzie rola przewodnika sprowadza się do niesienia prowiantu który serwuje na szczycie o wschodzie słońca. Takie wyszukane usługi – w różnych pakietach – oferuje niemal każdy hotel, czy biuro podróży w okolicy. Można z ciekawości zobaczyć jakie opcje tras są oferowane. My wybraliśmy wejście na szczyt, później spacer wokół krateru i zejście z drugiej strony – obok świętej jaskini – Crystal Cave, do której turyści wstępu nie mają.

Kolejną rzeczą, którą warto zrobić na wyspie to przejażdżka skuterem i zgubienie się na wyspie plus walka o życie na lokalnych ulicach. Nawet jeżeli zdecydujecie się na inny środek transportu to warto chociaż na parę dni wypożyczyć skuter i poczuć trochę balijskiego wiatru we włosach. Lekcja jazdy skuterem po wyspie to dobre doświadczenie na uważną jazdę. Polecamy szczególnie w okolicach południa wyspy. Tam to się dopiero dzieje.

ZŁAP FALE NA BALI- SURF SURF SURF…

W naszym przypadku było bardzo pod górkę, ze względu na brak sezonu, wichury i deszcze. Ale jeżeli wybierasz się na Bali w sezonie to możliwości jest dużo plus ceny azjatyckie. Trzeba się trochę potargować, ale można ugrać dobrą cenę. Warunki do surfowania na bali są bardzo dobre, a w plażach można przebierać. Znajdzie się coś dla laików, i coś dla wymiataczy. Jeżeli jest się laikiem to lepiej wybierać te plaże, gdzie dno jest płaskie i piaszczyste. Niestety większość miejsc na Bali ma mało przyjazne wybrzeże dla początkujących surferów. Mało przyjemne, czyli skały, kamienie i rafa. Jeżeli nie potrafisz ogarnąć się na desce, ani ogarnąć deski to może to skończyć się bardzo boleśnie, albo tragicznie. Poniżej przedstawiamy kilka informacji o plażach i sprzęcie, które mogą być przydatne.

Dla początkujących surferów:

Legian Beach– długa, szeroka plaża, usytuowana na północ od znanej, cieszącej się złą opnią Kuta Beach. Legian beach to idealne miejsce do nauki surfingu. Bezpieczne, piaszczyste dno, małe fale, ale takie, że uczyć się można. Na plaży punkt z wypożyczaniem desek. Cenę można stargować do 50 000 IDR na cały dzień, ale trzeba się dobrze targować. Jeżeli jesteś początkujący to przeważnie i tak po 2h będziesz miał dość, a oni to wiedzą. Woda niezbyt czysta ze względu na na to, że tuż obok znajduję się turystyczna mekka. Niestety w sezonie deszczowym ze względu na silne wiatry nawet kąpiel w morzu była zabroniona a co dopiero surfing. Druga sprawa nie ma żadnej przyjemności w surfowaniu w morzu śmieci.

Kuta Beach– brudniejszej plaży i bardziej zaśmieconej jeszcze nie widzieliśmy. Nawet na Phuket wyglądała w porównaniu do tej ładnie. Nie wiem jak wygląda ona w sezonie. Ale poza nim to w niczym nie przypomina plaży gdzie chciałoby się przebywać. Ale oprócz tego i mnóstwa śmieci to warunki do surfowania dla początkujących są dobre. Więc może w sezonie jak plaże są sprzątane to wcale nie jest źle, żeby pouczyć się tam surfingu. Tego nie wiem, ale myślę, że warto to sprawdzić.

Tuban Beach– to plaża znajdująca się blisko lotniska. Historia jest podobna. Szeroka, brudna w sezonie deszczowym i niczym nie zachęcająca.

Po odwiedzeniu tych plaż- dowiedzieliśmy się, że w sezonie deszczowym surfing lepiej działa na wschodnim wybrzeżu. Kolejną wskazówką było to, że czasami na Jimbaran Beach o tej porze można surfować, bo zdarzają się tam dość małe fale, więc sprawdziliśmy to. Mieszkalismy w mieście Jimbaran więc można powiedzieć, że to na naszej plaży!

Jimbaran Beach– plaża dużo ładniejsza niż te opisane powyżej. Czysta, więcej zadbanych miejsc, mniej turystycznie plus  szkółka surferska na plaży. Brzmi dobrze i brzmiało do momentu kiedy zapytaliśmy o ceny desek. Były dwa razy droższe niż na Kuta, czy Legian, więc podziękowaliśmy. Warunki też nie były tam rewelacyjne akurat tego dnia, ale pry ładnej pogodzie może być całkiem przyjemnie.

Dla reszty surferów oraz miejsca do wypoczynku:

Balangan Beach– Tutaj nie można powiedzieć że było ładnie i czysto ale było zdecydowanie lepiej niż na Kuta. Ceny i warunki wydały się przystępne i Paweł z poznanym na miejscu Maciejem zdecydowali się wypożyczyć deski.

Notka od Pawła: Nie nastawiałem się na długie godziny surfingu więc wynajęliśmy dechy na 1h, a że nie było w ogóle ludzi to w wypożyczalni powiedziano mi że może oddać po 1,5h i też będzie spoko. Koszt 80 000 IDR. Wypożyczalnia znajdowała się 100m przed plażą i przez to ceny były zdecydowanie lepsze. Wskazówki surfingu: warto wybrać się tam kiedy jest dość spokojnie bo ja w warunkach 1 metrowych fal miałem problem z wypłynięciem dalej niż za płyciznę. Surfing należy zacząć od lewej strony plaży (patrząc na morze), a prąd będzie powoli znosił nas do prawego końca. Początek był trudny bo trzeba było przedrzeć się przez przepływające (sporadycznie) śmieci. Potem śmieci nie było ale zaczęła się walka z falami by wydostać się trochę dalej niż te 30 m od brzegu. Gdy już się udało po jednej „złapanej” fali walka od nowa. Efekt – po godzinie byłem wycieńczony i zdążyłem 3 razy przejść od końca plaży do początku żeby zacząć od nowa walkę z prądem i falami. Mimo marnego efektu kilka złapanych fal dawało satysfakcję i pewne obycie z nieco trudniejszymi warunkami. Dla zupełnie początkujących nie poleciłbym tego miejsca m.in. ze względu na prąd, dno z występującymi skałami i dość duży problem z wypłynięciem.

Ja w tym czasie zamówiłam sobie dobra kawkę i patrzyłam co tam na morzu słychać. Knajpki i bary na drewnianych palach tworzą tam fajny klimat, więc myślę, że w sezonie to bardzo fajne miejsce. Ta plaże mimo śmieci mogę polecić. Fajne knajpki, ceny nie z kosmosu i dobry mie goreng J

Dreamland Beach– ta plaża ma tylko ładną nazwę i nic innego. Jest dość sławna, więc jest sporo turystów. Plaża jest mała ,w okolicy są duże skały, knajpki są pod budżetowego turystę, a tuz obok sterta śmieci. Nic nam się tam nie podobało, odradzam.

Padang Padang Beach– to miejsce jest znane przez książkę i film „Jedz, módl się i kochaj”. Wąska plaża do której prowadzą długie schody w dół. Mimo turystów podobalo nam się tam. Nie jest to plaża do surfingu, ale na pewno jest to miejsce do posiedzenia, poopalania się czy zwykłego chilloutu.

Nyang Nyang Beach– to nasza ulubiona plaża. Co prawda, trudno się do niej dostać, bo droga prowadzi przez dżunglę i jest ostro w dół. Jednak zdecydowanie warto. Dzięki temu, że dostęp jest kiepski mało ludzi się tam zapuszcza, więc oprócz jednego rybaka byliśmy tam praktycznie sami. Na plaży znajduje się charakterystyczny wrak statku, który może służyć jako schronienie przed słońcem. Nie ma tam żadnej infrastruktury turystycznej, więc na wypożyczalnie desek nie liczyliśmy.

Nusa Dua Beach– nie wierzyliśmy w to co tam zobaczyliśmy. Żeby się dostać na ta plaże trzeba wjechać w specjalną strefę turystyczną. Strefa jest pilnowana, nie ma tam ani jednego śmiecia, a nawet liście są grabione. Na ulicach obowiązują zasady ruchu drogowego plus wszystkie twarze oprócz strażników są koloru białego. Nie mogliśmy uwierzyć w tą klatkę, do której przyjeżdżają bogaci turyści. To tak jakby za płotem był totalnie inny świat- miasto w mieście. Plaża była hotelowa, czyli bardzo czysta, biały piasek, leżaczki i wyznaczone strefy do kąpieli w morzu. Warunki do surfingi były dość dobre, ale fale zbyt wysokie jak dla nas plus w pobliżu skały. Posiedzieliśmy trochę i uciekliśmy stamtąd przez burzą i cała tą złotą klatką.

Geger Beach– bardzo ładna, czysta plaża przeważnie dla hotelowych turystów. Nie oszukujmy się ładna była, ale będąc w Indonezji oczekuje się czegoś więcej od plaży niż czystości i leżaków. W oddali było widać paru surferów, ale to na pewno nie dla laików.

Keramas Beach

Czyli czarne piaski z dobrymi warunkami do surfingu. Na plaży znajduje się wypożyczalnia sprzętu, szkółka plus bar. Wszystko dla surferów w surf stylu tylko czemu te fale takie wielkie. Dla doświadczonych surferów polecam, dla laików na pewno nie wtedy kiedy fale są takie wysokie. Miejsce czyste i przyjemne , a nie w sezonie oprócz surferów nie ma innych plażowiczów.

White Sand Beach/ Virgin Beach

Dla surferów nie, ale dla plażowiczów tak. Dość turystycznie, ale bez przesady. Białego piasku to ja tam nie widziałam ale ogólnie warunki O.K. Paweł spotkał żółwia morskiego plus jedliśmy tam dobrą rybkę, można kupić prosto od rybaka.

Kwestia deski do surfingu. Dla początkujących polecamy long board o dużej wyporności. Czyli duża, ciężka która nie tonie i łatwiej złapać na niej równowagę. Jeżeli ma się w planach tylko spróbowanie to warto wypożyczyć, ale jeżeli chciałoby się trochę dłużej posurfować to dobrą opcją jest grupa na fb : bali surf boards buy and sell. Tam można wybrać coś dla siebie a później przed wyjazdem sprzedać. Deski można wypożyczyć głównie na plażach lub w punktach rozsianych głównie na południowej części wyspy. Kultura surferska na Bali jest bardzo rozpowszechniona. Jest tutaj mnóstwo sklepów ze sprzętem i gadgetami surferskimi więc z tym problemu nie będzie. Do sprawdzania warunków pogodowych posłużyć może aplikacja: magic sea weed, dzięki której możemy zobaczyć co na fali słychać.

Tak więc jeżeli ktoś ma doświadczenie w surfowaniu na Bali z chęcią posłuchamy jakie są wasze wrażenia i jakie miejsca wy znacie.

  • Co warto zobaczyć?

Zacznijmy od najładniejszego miasta:

UBUD- CZYLI JAK SIĘ NA BALI ZAKOCHAĆ!

Ubud należy do tych miast, które zachwycają już na starcie. Ledwo zbliżysz się do miasta a już możesz zauważyć, że co drugi mieszkaniec to artysta. Tak to prawdziwa mekka dla artystów. Miasto słynie z rzeźby, sztuki, rękodzieł, przepięknych ogrodów, kolorowych kwiatów, pysznej kuchni, jogi i niepowtarzalnego klimatu. Nic dziwnego, że odwiedzane jest przez rzesze turystów. Jednak mimo tego, że turystycznie jest ,a starbacks stoi na swoim miejscu to i tak jest tu przepięknie. Jeśli ktoś tak jak ja jest fanem klimatycznych kawiarni z dobra kawą, przysmakami i niepowtarzalną atmosferą to Ubud jest dla niego. Nie wspomnę już o romantico miejscach, bo jest ich tutaj bardzo dużo.

To właśnie w Ubud straciliśmy jednego z naszego teamu- Tomasza. Nic mu się oczywiście nie stało, nikt go nie porwał, ani żaden komar nie ugryzł. Po rocznej wspólnej podróży przyszedł czas się pożegnać. Mamy nadzieję, że jeszcze gdzieś nas odwiedzi, a jak nie on nas,  to my odwiedzimy Jego. Przeżyliśmy razem kawał dobrego czasu jadąc stopem przez 9 krajów, no ale miłość nie wybiera…  Zakochał się i powiedział, że dalej z nami nie jedzie. Co ciekawe, nie zakochał się w kobiecie i to nie dla niej porzucił plany podróży. Zakochał się w lokalnej sztuce i postanowił zabrać jej trochę do Polski. Tak o to powstał bussines, który trwa i ma się dobrze. Żeby zobrazować to, o czym pisze podaje linka do funpaga na facebooku. Można tam śledzić na bieżąco co w indonezyjskiej trawie piszczy, a tam na serio to fajnie jest mieć takie cudeńko w domu albo na tarasie…Nam długo te rękodzieła będą przypominały o balijskiej sztuce, a jeżeli o nią chodzi, to Bali ma się czym chwalić! Kto wie może Tomasz pewnego dnia przeprowadzi się na Bali i sam zostanie artystą? Chyba tamtejsza kawa i kąpiel w pobliskim wodospadzie mu służy… Los pokaże, a tym czasem Tomasz pozdrawia z Polski i zaprasza do swojego ogrodu- Indograden. ( https://www.facebook.com/Indogarden-1272881332791253/?hc_ref=SEARCH&fref=nf)

 A tak korzystając z okazji to dziękujemy jeszcze raz za ten rok wspólnej tułaczki po świecie. Fajnie było łapać stopa u Twojego boku, wypić razem tysiąc kaw wszędzie, rozmawiać o życiu na dachu Kuala Lumpur, jadać obiady w Sidikalang, biegać do chińskich toalet, robić nic na filipińskiej wyspie, tyrać w tajwańskiej trawie na wegańskiej farmie, gapić się w bezkres australijskiego outbacku, no i oczywiście siadać w Orange na wzgórzu i patrzeć jak dzień zamienia się  w noc… Jestem pewna, że ten widok zostanie z nami już na zawsze. Tak więc see you soon! J

Sekumpul Waterfall

To grupa wodospadów, znajdujących się na północnej wyspie. Żeby tam dotrzeć trzeba się trochę namęczyć ale warto ! Od Ubud to około 70 km, więc skuterek na pewno da radę. Wodospady położone są na  na terenie parku. Przed wejściem znajduję się parking, gdzie  można zostawić skuter. Ale nie trzeba tego robić i mimo że wygląda jak oficjalny parking do atrakcji turystycznej to można opłacić wstęp (kosztuje 5000 IDR) i podjechać znacznie bliżej wodospadu. Od pierwszego „oficjalnego” parkingu prowadzi droga, wzdłuż której znajdują się małe sklepiki i miejsca, gdzie można coś zjeść. My zatrzymaliśmy się w jednym z nich na obiad i przy okazji żeby schronić się przed ulewą ( ah ta pora deszczowa). Mimo pogody poszliśmy na dach i tam zjedliśmy. Miejsce raczej stare niż nowe, ale bardzo klimatyczne z extra panoramą na lasy deszczowe. Ceny też O.K. bo to nie ekskluzywna restauracja, tylko raczej rodzinny biznes, który raczkuje – znajdował się na samym rogu szlaku – przy zjeździe z „głównej” drogi na małą dróżkę do wodospadu.

Na terenie parku można wynająć przewodnika, ale nie ma takiej potrzeby. Szlak jest dobrze oznakowany więc trudno się zgubić. Spacer nie należy do tych bez wysiłkowych, wręcz przeciwnie trzeba się trochę namęczyć żeby tam dotrzeć i wrócić. Czas trwania marszu to koło 1 h. Szlak prowadzi przez dżunglę. Zejście jest dość strome, a później zaczynają się śliskie schody aż do rzeki. Tam jest już blisko do głównej atrakcji, czyli wodospadów. Dreptając w dół w pewnym momencie pojawiają się altanka a w oddali wodospad, jest to dobre miejsce na krótką przerwę i kilka fotek. Trekking kończy się dopiero kiedy jest się na samym dole u podnóża Sekumpul. W porze deszczowej rzeka może przeszkodzić w dostępie do upragnionego miejsca – tuż pod wodospadem. Nie rezygnujcie wtedy. Trzeba ściągnąć buty, przejść przez rzekę i gotowe. Nie pływają tam piranie więc spokojnie, albo pływają ale my ich nie spotkaliśmy J

Warto wziąć ze sobą worek wodoszczelny albo przynajmniej zwykły plastikowy na rzeczy, ponieważ pod wodospadem jak to często bywa unosi się mnóstwo małych kropelek i po chwili wszystko jest wilgotne.

Tegalalang Rice Terrace

Tarasy różowe na Bali to jedna z rzeczy, których nie sposób nie zobaczyć. Wyspa w dużej części pokryta jest właśnie ryżem więc jest go tam pod dostatkiem. Jest parę miejsc, gdzie tarasy ryżowe wyglądają tak jak z pocztówek, a Tegalalang Rice Terrace jest jednym z nich. Są one położone bardzo blisko Ubud, więc łatwo się tam dostać, zakładając, że większość osób, które wybiera się na Bali w Ubud na pewno będzie. Tarasy oczywiście są fotogeniczne i jest tam mnóstwo miejsca, żeby je sfotografować, usiąść napić się kawy lub stać i się na nie patrzeć. My, zwiedzając to miejsce podczas pory deszczowej, tuż przed zachodem słońca byliśmy tam prawie sami. Nie wiem jak wygląda to w sezonie, ale poza nim to bardzo przyjemne miejsce.

Czas na świątynie

Bali jest wyspą, gdzie kultura silnie przeplata się z wierzeniami. Mistycyzm i kult wiary bardzo silnie czuć w powietrzu i widać gołym okiem. Ta mała wyspa liczy ponad 20 tysięcy świątyń i kaplic, o które dbają mieszkańcy. Główną religią na Bali to hinduizm, jednak balijska odmiana ma dużo wspólnego z animizmem. Balijczycy wierzą w dobre duchy, które zamieszkują szczyty gór, oraz demony, które kryją się w głębi oceanu i pod ziemią. W codziennym żuciu poświęcają dużo czasu na rytuały, modlitwy i składanie ofiar.

Codziennie rano w bambusowych koszyczkach wystawiane są dary w postaci kwiatów, słodyczy, jedzenia i zapalonego kadzidełka. To właśnie za sprawą tych kadzidełek Bali ma swój swoisty zapach, który płynie przez zakątki ulic, wypełnia pomieszczenia i kryję się w ogrodach. Dary są widoczne szczególnie na ulicach, ale można znaleźć je przed drzwiami domów, w świątyniach, na samochodach,  sklepach, i wszędzie tam, gdzie ludzie mogą je położyć.  

Na Bali częściej niż co drugi dzień mieszkańcy obchodzą święto. Jeżeli więc ktoś lubi świętować to warto się tu przeprowadzić. Często na ulicach widać różne ceremonie, procesje, czy pochody. Działa to również w druga stronę. Jeżeli chcesz coś szybko na Bali załatwić, to musisz uzbroić się w cierpliwość bo najprawdopodobniej będzie jakieś święto i tego nie załatwisz. Wszystko zależy od człowieka i jego poziomu cierpliwościJ

Pura Ulun Danu Bratan ( światynia na jeziorze)

Świątynia znajduję się na wysepce na jeziorze, które otoczone jest górami. Zdecydowanie ładna lokalizacja. Miejsce jest bardzo zadbane i na pewno wierni wiedzieli co robią, kiedy budowali tą świątynię właśnie tam. Niestety na nas wrażenia to miejsce nie zrobiło. Za dużo turystów, za mało mistycyzmu. Wierze, że Balijczycy dostrzegają coś więcej w tym miejscu, my będąc tam niestety, nie czuliśmy żadnych pozytywnych wibracji.

Tirta Empul Temple (święte źródła)

Czyli święte źródła, które posiadają moc i dobrą energię. Wierni przychodzą do świątyni, wchodzą do basenu, zanurzają głowę pod każdą z fontann, a przy tym wypowiadają modlitwy. W basenie często jest tłok, a ludzie ustawiają się w kolejce, czekając aż przyjdzie ich pora. Na fontannach roi się od bambusowych koszyczków z darami i wonnymi kadzidełkami. Warto zobaczyć to miejsce. My nie zanurzaliśmy się w wodzie, jednak zdecydowanie polecamy tą świątynie.

Uluwatu Temple (świątynia na klifie)

Uluwatu to świątynia położona najbardziej na południe. Usytuowana jest na krawędzi klifu, a od morza dzieli ją 80 metrów wysokości. Znajduje się na wysuniętym cyplu, gdzie graniczy ze wzburzonym morzem. Jest tutaj dużo turystów ale wcale mnie to nie dziwi. Klif, ciekawe drzewa, małpy (makaki, które lubią wykradać jedzenie) i mury przypominające mur chiński wzdłuż wybrzeża robią wrażenie. Do samej świątyni wejść nie można, ale uważam, że to plus. Zostawmy Balijczykom trochę prywatności. Myślę, że aparaty fotograficzne i ciekawcy turyści i tak mają duże pole do popisu na wyspie.

Gunung Kawi ( świątynia z tarasami ryżowymi)

Pura Gunung Kawi to kompleks świątynny położony w bardzo malowniczej scenerii. Oprócz wykutych skał można tam zobaczyć tarasy ryżowe i mnóstwo egzotycznej roślinności. Miejsce jest bardzo spokojne i sprzyja medytacjom. Do świątyni prowadzą schody i jest ich całkiem sporo, ale dookoła jest na tyle ładnie, że można się trochę pomęczyć. Sama świątynia może wrażenia nie robi, ale kompleks przypomina bajkę więc warto wybrać się tam na dłuższy spacer.

  • Jeden dzień z życia

 

Jeden dzień z życia Balijczyka, pozwolę sobie opisać na przykładzie ludzi mieszkających w kawiarni. Będąc w Ubud mieliśmy okazję spędzić noc na dachu kawiarni. To wszystko oczywiście za pomocą Couchsurfingu. Miejsce było idealne do obserwowania miasta z góry oraz do przypatrywania się osobom tam mieszkającym, czyli w tym przypadku był to kucharz z rodziną. Taras był idealnym miejscem, żeby oglądać życie w Ubud. Kawiarnia znajdowała się przy głównym rondzie tuz obok pomnika wojownika – Ajruna, gdzie życie toczyło się dość szybkim tempem. Ale szybkie tempo było tylko na dole, na górze w kawiarni ludzie prowadzili raczej leniwe życie. Oczywiście poranek wiązał się z wystawieniem ofiary w postaci bambusowego koszyczka z darami na progu kawiarni. Poranna kawa, śniadanie dla rodziny i przyjmowanie pierwszych gości, ale że tych rano za wielu nie ma to można uciąć sobie drzemkę. Córka zajęta kolorowym ekranem, żona zaginęła gdzieś w mieście, więc czas na papierosa i rozmowy o życiu z baristą z dołu. Pora lunchu więc przybywa więcej gości, a później znowu czas na papierosa. Zapach indonezyjskich papierosów zapamiętam na długo, bo tak jak kadzidełka w koszyczkowych modlitwach czuć je wszędzie. Tylko w przeciwieństwie do kadzidełek, te śmierdzą goździkami i tanim tytoniem. Nadchodzi wieczór więc czas na prysznic. Jeżeli ktoś nie ma swojego prysznica to trzeba się wspomóc naturalnym. Niedaleko kawiarni tuz przy drodze znajduje się zarośnięta ścieżka, która na pierwszy rzut oka prowadzi do nikąd. Jednak pierwszy rzut oka może zmylić, ponieważ ta ścieżka prowadzi do całkiem pokaźnego wodospadu, o którym wiedzą tylko lokalni, bo żaden turysta nie wpadłby na to żeby tam skręcić i udać  na spacer po dżungli. Takie miejsca lubimy i jesteśmy szczególnie wdzięczni lokalnym, że się z nami nimi dzielą.

Reasumując życie na Bali toczy się dwoma biegunami, które się ze sobą przeplatają. Z jednej strony to tłumy turystów i komercja na każdym kroku, a z drugiej strony to mistyczna kultura, która jest bardzo pielęgnowana przez lokalnych. Żeby odkryć prawdziwe piękno Bali potrzeba nieco więcej wysiłku i czasu, bo przecież z jakiegoś powodu turyści wciąż tam przyjeżdżają i przyjeżdżać będą…

 

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *