NA CZARNYM LĄDZIE – GHANA!

 

Ghana, Afryka, 2016

Ghana to piękne miejsce w swej prostocie. Nie znaczy to że spodoba się każdemu. Dlaczego? Jak wygląda życie i codzienność w Ghanie? Zapraszam poniżej!

 

Ten post będzie nieco personalny, ponieważ do Ghany wybrałem się jako jedyny z naszej ekipy. Więc od początku – wyjazd ten w ogóle nie był planowany. Przez to też nie miałem szansy przygotować się w tradycyjny sposób. Nie czytałem przewodników, nie miałem większego pojęcia o geografii, czy podstawowych danych o kraju, takich jak waluta, gospodarka, czy cokolwiek innego. Jedynie o co się upewniłem to to, że jest tam względnie bezpiecznie. To wystarczyło do podjęcia decyzji o wyjeździe, której zdecydowanie nie żałuję! Wszystko zaczęło się od niespodziewanej oferty pracy , której nie mogłem odrzucić.

Moje pierwsze przygody rozpoczęły się już na lotnisku tuż po przylocie. Po wyjściu z samolotu trzeba przejść korytarzem na końcu, którego trafiasz na wycelowaną w twoje czoło kamerę termowizyjną, żeby przez przypadek nie wpuścić do kraju kogoś z jakąś chorobą i gorączką. Okej, udało się idziemy dalej. Przy sprawdzaniu paszportów celnik zabrał je do okienka i dał do zrozumienia, że liczy na „symboliczne dolary” w zamian za ich zwrot. Zarówno ja jak i kolega, którego paszport był po drugiej stronie okienka lekko zbaranieliśmy i nie do końca wiedzieliśmy, czy dobrze odczytujemy jego intencje. Żeby rozwiać nasze wątpliwości, celnik wyciągnął spod biurka plik banknotów i dyskretnie nimi pomachał. Wątpliwości już nie było. Teraz co zrobić? Zaczynamy ściemniać, że nie mamy przy sobie gotówki i że musimy iść do bankomatu. Ufff , wystarczyło. Lekko zawiedziony celnik wyciąga pieczątkę i podbija strony… po czym z uśmiechem wita nas w Ghanie.

Ghana people

Oczko ghańczyka

Teraz dopiero  czuję temperaturę, która z jednym powiewem powietrza wypełnia mnie od czoła po pięty. Wilgotność powietrza też daje się we znaki. Chwila poza klimatyzowanym pomieszczeniem skutkuje ograniczeniem wszystkich pragnień do jednego – zimnego prysznica.  W nocy temperatura spada do ok. 25’C w dzień przekracza 30’C – ale odczuwalna wydaje się ok 40’C.  Ponieważ większość czasu spędzałem w pracy – mogłem zaobserwować codzienność ,która mnie tam otaczała.

Życie w Ghanie nie odbiega, aż tak bardzo daleko od tego, które znałem z Europy. Ponieważ pojechałem tam „nieprzygotowany turystycznie” – nie wiedziałem czego się spodziewać . Myśląc o tej części Afryki miałem przed oczyma obraz głodnych dzieci, biedy i ubóstwa. Liczyłem, że zobaczę te wszystkie gliniane chatki, studnie do których trzeba przemierzać kilometry i stada kóz, czy krów liczące co najwyżej 4 sztuki. Jak wielkie było moje zdziwienie kiedy wyszedłem za drzwi lotniska i zobaczyłem świat niczym nie różniący się od krajobrazu miast Europy. Było oczywiście gorąco i duszno, ale poza tym wszędzie nowe samochody, ładne i zadbane ulice, neony restauracji i sklepów. Wszystko zupełnie normalne. Takie było pierwsze wrażenie. Nieco później zostało zweryfikowane, ale zdecydowanie nie było takiej biedy, którą byłem przygotowany ujrzeć. Inna sprawa, że stacjonowałem w dobrej dzielnicy w największym mieście kraju i zarazem stolicy – Akrze i zdaję sobie sprawę, że prowincja może wyglądać zupełnie inaczej.

Ghana viewghańska wioska

Codzienność:

Po spędzeniu 2 tygodni na miejscu zacząłem dostrzegać, że nie wszystkie ulice są czyste, a większość samochodów, które widziałem na lotnisku nie ma nic wspólnego z codziennością widzianą na ulicach. Ghana nosi niechlubne miano śmietnika Europy, bo mnóstwo odpadów np. elektronicznych trafia właśnie tam. Państwa Europy wysyłają tam dary – np. kontener komputerów, które mogą pomóc w edukacji ghańskich dzieci. Wszystko fajnie i wydawałoby się szlachetne, ale na cały kontener może 5 działa, a reszta to odpady. W efekcie na wysypiskach ląduje mnóstwo elektroniki, a ghańczycy próbują znaleźć coś co wciąż można sprzedać, czyli miedziane przewody, czy inne elementy, za które ktoś chce zapłacić choćby na złomie. Podobnie jest z samochodami. Ląduje tam mnóstwo wraków. Jednak nie kończą one życia. A nawet powiedziałbym że dostają nowe. Dlatego na ulicy nie jest niczym dziwnym zobaczyć auto, którego połowa części karoserii ma różne kolory. Większość ma rysy czy wgniecenia, ale zupełnie nikomu to nie przeszkadza. Można zobaczyć też zupełne nówki różnych marek i to już jest dla mnie zagadką. Skąd? Dla kogo? Ale chyba nie chcę dociekać. Inna sprawa to tuning. Dwie rury wydechowe ponad standard, dziurawy tłumik, żeby było głośniej i groźniej,  różnego rodzaju spoilery, czy dodatki na samochodzie nie są niczym dziwnym.

Ghana car

Ghana Tuning?

 

Sporym problemem jak to w miastach bywa są korki. Ale dzięki nim niemal nie trzeba wychodzić z domu na zakupy, bo wszystko można kupić od ulicznych sprzedawców, którzy handlują właśnie podczas oczekiwania na zielone. Najczęściej można kupić drobne przekąski, słodycze, lody itp. Ale pojawić się mogą także sprzedawcy pieczywa, owoców, napojów, okularów czy noży, a nawet i maczet. Przy podróżowaniu samochodem po kraju niemal przy każdej osadzie można spotkać bazary uliczne lub przynajmniej jeden mały straganik z owocami, czy napojami tuż przy drodze.

Ghana life

zakupy w korku

 

Pięknym i zarazem smutnym było zobaczyć dzieci, które nie mając zabawek szukają i tworzą własne. Nie jest to niczym nowym, ale oglądanie gromady dzieci biegnących za zwykłą oponą ma swego rodzaju urok. Szczęście, które z nich tryska od razu przeradza się na uśmiech na twarzy.

ghana kid

zabawa na ulicy Akry

Przeżyciem była wizyta w slumsach do której raczej nie zachęcano. Ale z całą pewnością nie czułem isę tam żle czy niekomfortowo. Wręcz przeciwnie – spotkałem się z zainteresowaniem i serdecznością. Ludzie na co dzień w swoim gronie, nie mają zbyt wiele wspólnego z „białymi”. Dzieci przyglądały się, a starsi zagadywali i pytali skąd jestem i wręcz nalegali na fotografowanie ich śmiejąc się i pozując. Powiedziałbym, że właśnie tam można było zobaczyć piękno codzienności i dużo pozytywnej energii!

ghana people

pozowane picie piwa w slumsach

 

Po wizycie w tej części miasta mogę powiedzieć, że piłka nożna zasługuje na miano sportu narodowego Ghany. Gra się wszędzie od specjalnie do tego terenów z pełnowymiarowymi bramkami poprzez parking przy stadionie, czy inny trójkątny skwer, nawet do przycmentarnego parkingu. Przekrój wieku graczy też jest bardzo zróżnicowany. Zaczyna się od dzieci, które potrafią już chodzić, przez młodzież do dorosłych. Z kolei mecze  lokalnej ligi budzą sporo emocji. Chciałem wybrać się nawet na rozgrywki na stadionie, ale okazało się, że akurat teraz drużyna ze stolicy gra na wyjeździe i nie będzie żadnego meczu w terminie mojego pobytu. Za to na każdym rogu mogłem podziwiać zmagania lig podwórkowych 🙂

ghana sport

mecz na parkingu

 

Co zobaczyć w Akrze?

Akra jak na stolicę przystało ma swój reprezentacyjny plac, a nawet łuk triumfalny. Plac robi wrażenie – głównie dlatego, że jest wielki i pusty. Ale według zapewnień mieszkańców jest systematycznie używany do różnego rodzaju eventów.

Accra attractions

Łuk triumfalny w Akrze 

 

Innym miejscem wartym uwagi jest targowisko głównie z rękodziełem i szeroko pojętą sztuką. Miejsce zdecydowanie warte odwiedzenia. Należy pamiętać o tym, żeby nie dać się naciągnąć na pierwszą rzucaną przez sprzedawcę cenę. Ceny są bardzo zróżnicowane dlatego warto wybrać się na rekonesans i nie dać się „naganiaczom” którzy niemal uniemożliwiają swobodne przejście. Po rundzie wokół wszystkich sklepów, ceny zaczynają topnieć , a sprzedawcy dalej zachęcają, ale nie są już tak nachalni. Zdecydowanie warto zwrócić uwagę na obrazy na płótnie. Można trafić na perełki wśród kiczu. Ceny w zależności od wielkości płótna wahają się od 25 do 100 cedi (tj. mniej więcej tyle samo zł). Inną ciekawostką są rzeźby. Najpopularniejsze są drewniane maski. Jakość i cena są do ustalenia. Możliwe, że większość z nich pochodzi z jednego źródła, ale zapewnienia sprzedawców( że każdy ż nich wykonał wszystko własnoręcznie ) zdają się temu przeczyć. Maski powstają przy użyciu wszystkiego co jest dostępne za darmo, czyli drewna i odpadów. Metalowe ornamenty mogą być wykonane z aluminiowych puszek, które zostały rozcięte i przybite na  „lewą stronę”, albo z kawałków drutów. Można także znaleźć tu sklepy z biżuterią i odzieżą. Wszystko bardzo kolorowe, a sprzedawcy mocno zaangażowani do wciągnięcia do własnego zakamarka. Mimo licznych prób naciągania nas wszyscy wyszliśmy bardzo zadowoleni z zakupów. A na samym końcu już na ulicy spacerując w kierunku domu dogonił nas jeden ze sprzedawców masek i zaoferował nam 2 maski w cenie 20 cedi tj. 10 cedi /sztuka ( czyli połowa tego co „normalnie”) i powtórzył to zagranie także w inny dzień kiedy tam byliśmy.

Accra attractions market

targowisko z lokalną sztuką

 

Co zobaczyć w Ghanie?

Oczywiście stolica jest warta uwagi. Poza nią z uwagi na obowiązki nie mogłem zbytnio zwiedzić Ghany, dlatego nie będę polecać miejsc w których nie byłem. Udało się jednak załapać całemu naszemu zespołowi na jedną wycieczkę zorganizowaną przez zleceniodawcę.
Nasz jednodniowy wypad obejmował 3 atrakcje. Pierwszą i największą atrakcją były wiszące mosty linowe znajdujące się nieopodal miejscowości Cape Coast w Kakum National Park. Kolejna z nich to obiad z tradycyjnymi ghańskimi smakołykami. I ostatnia z atrakcji to zwiedzanie Cape Coast – poprzedniej stolicy Ghany.

– Kakum National Park

Kakum National Park

Mosty linowe w Kakum NP

Park narodowy, który chroni lokalną faunę i florę, jednak jego największą atrakcją są mosty linowe. Wszystkie 7 mostów jest zawieszone na wysokości ok 30 m nad ziemią. Są rozmieszczone między drzewami i spacerując nimi można zrobić pętlę. Wrażenia i widoki są pozytywne, ale koszt wejścia trochę nie współmierny. Za  10 minutowy spacer po mostach zapłacimy 50 cedi, czyli ok 50 zł. Pełny cennik poniżej. W cenie kolejne kilka(naście) minut dojścia do mostów w otoczniu natury i grupy turystów, z którą się wchodzi. Wycieczka wpuszczana jest wyłącznie z przewodnikiem i na mostach bez przewodnika przebywać nie można. To nieco psuje klimat. Podczas naszej wizyty inne atrakcje parku –typu ghańska chatka – były w renowacji także nie można było zobaczyć zbyt wiele więcej.
Przy wyjściu oczywiście można zakupić różnego rodzaju pamiątki. Szczególnie dużo biżuterii, ale poza tym inne ozdoby, koszulki, pocztówki, magnesy itp. Przy kasach jest jeszcze budynek baro-restauracji i tam właśnie mieliśmy okazję zakosztować lokalnej kuchni.

Cennik Kakum National Park [1]

The ff. are the rates Utility/ Ghana Cedis

Entrance fee 2.00 per person

Canopy Walkway Ghanaian adult 20.00

Non-Ghanaian Adult 50.00

Ghanaian Tertiary 8.00

Non-Ghanaian Tertiary 30.00

Ghanaian SHS 5.00

Ghanaian Pupil 2.00

Non-Ghanaian Child 20.00

Kakum National Park brigde

Mosty linowe w Kakum NP

 

– Ghański obiad, czyli czego warto spróbować w Ghanie? (a czego nie!)

Ghana food

“Banku” – ryba była smaczna…

Ghańska kuchnia nie zbyt przypadła mi do gustu. Oczywiście można kupić tu międzynarodowe potrawy typu ryba i frytki, ale będąc tam, aż chce się zamówić coś lokalnego. Z ghańskich potraw mogę polecić rybę. W zasadzie tylko rybę. Jest ona zazwyczaj podawana z Akple lub Banku, czyli czymś co z wyglądu przypomina papkę dla niemowląt zmiksowane z ciastem. Serwowane w niewielkim woreczku foliowym lub w zupie. Po dobraniu się do tego wątpliwego przysmaku, można wyłuskać coś na kształt puree z tą różnicą że głównym składnikiem jest mąka kukurydziana. Zazwyczaj poddawane jest “to” procesowi fermentacji, a niekiedy dodatkowo wędzone. W smaku jest delikatnie kwaśne, a poza tym bez szczególnych walorów smakowych.  My mieliśmy podane sztućce, ale nie jest niczym dziwnym jeść rękoma. A w zasadzie ręką. Prawą. Tylko. Lewa służy do obsługi toalety i tych wszystkich brudnych spraw.

Innym elementem kuchni jest yam lub w polskiej pisowni – jam. Jest to odpowiednik naszego ziemniaka, z tym że z wyglądu jest dłuższy i ogólnie większy. Serwowany na różne sposoby – zresztą podobnie jak nasze ziemniaki- do mięsa, do warzyw, gotowany, gnieciony, w zupie, bez zupy itp. W  smaku to coś pomiędzy batatem, a ziemniakiem. Bedąc w temacie warzyw dodam jeszcze owoc. Nie miałem wcześniej okazji spróbować owocu kakaowca. Tutaj się to zmieniło. Okazuje się, że nie ma on wiele wspólnego z kakao, czy czekoladą. Dopiero jego nasiona rozdrobnione, wyprażone i poddane innym procesom trafiają do nas jako czekolada. Sam owoc nie był zbyt smaczny. W środku można znaleźć pestki, które obrośnięte są białym miąszem. Właściwie to tylko on nadaje się do spożzycia w surowej formie. Pestki można ssać dopóki wyczuwalny jest smak miąszu, po czym stają się bezużyteczne.

Cocoa fruit

Owoc kakaowca 

 

Inna potrawa warta uwagi to fufu. Jest to prosta i popularna forma jedzenia w Ghanie. Ma bardzo wiele odmian i zamawiając ją w różnych miejscach można dostać różne potrawy. Zazwyczaj fufu zawiera produkt mączny z którego uformowana jest kula i podawana jest w zupie warzywnej. Mączna kula może być fermentowana jak Akple czy Banku, ale może być też yamem albo zwykłą kluską z mąki kukurydzianej.

– Cape Coast

Cape Coast Castle

Cape Coast Castle

Poprzednia stolica Ghany ma bardzo bogatą historię z raczej smutnym zabarwieniem.  Od XVI wieku miasto to przechodziło z rąk do rąk. Próby zawładnięcia tego terenu podejmowały Wielka Brytania, Portugalia, Szwecja, Dania i Holandia. Wówczas tereny te były niezwykle porządane ze względu na złoto i niewolników. Od czasów kolonizacji Ghany statki wywiozły miliony ludzi z Afryki jako niewolników. Trafiali w różne strony świata jednak nawięcej trafiło na tereny dzisiejszych Stanów Zjednoczonych i krajów Ameryki Południowej. Wybrzerze Ghany na przestrzeni wieków zostało odpowiednio przygotowane do tego wielomilonowego transportu ludzi. Wzduż wybrzeża powstawały fortyfikacje, które jedocześnie były punktami załadunku niewolników na okręty. Do dziś zachowało się około 40 takich miejsc.
Obecnie w Cape Coast możemy oglądać zamek, którego budowa została rozpoczęta w 1610 roku przez szwedów, a ukończony i w największym stopniu zmodernizowany został w XVIII w. przez brytyjczyków. Zamek jest podzielony na 2 części. Część wyższą – w której znajdowały się kwatery żołnierzy i dowódców oraz główny plac, i część lochów. Tutaj zostały utworzone komnaty przeznaczone do przetrzymywania setek ludzi, którzy czekali, aż zostaną załadowani na statki i wywiezieni jako niewolicy. Pomieszczenia te były mniejsze niż standardowe boisko do siatkówki, a swego czasu w jednym z takich pomieszczeń było przetrzymywane do 500 kobiet, w innym lochu złożonym z 2 pomieszczeń nawet do 1000 mężczyzn. Kiedy przypływały okręty niewolnicy musieli przejść prze bramę nad którą napisano “Door of no return” (Drzwi bez powrotu ).

slave trade from africa

Transport niewolików – główne kierunki
grafika zapożyczona ze strony : [3]

 

 

Koszta:

Mój wyjazd był zorganizowany z uwagi na pracę, także ominęło mnie załatwianie wiz, transportu, noclegu i typowe koszty związane z wyjazdem. Niemniej wiza jest wymagana, a koszty życia są zbliżone do Polskich, może nieco  wyższe. Oczywiście są wyjątki – kawa typu Nescafe, wołowina, czy alkohol. Takie produkty są znacznie droższe.  Tanie są zazwyczaj ryby, papierosy i w większości usługi.
W restauracji zjemy za 20 cedi. Na ulicy danie, np. fufu – można kupić od kilku do kilkunastu cedi.

Transport:

Taksówki są bardzo popularne i jest ich względnie dużo. Ważne, żeby ustalić cenę przed zajęciem miejsca.  Turyści mają z góry ustaloną wyższą cenę, ale można stargować do akceptowalnej. Problem w tym, że trzeba znać oryginalną cenę dla tubylca na danej trasie. Może być pomocna informacja, że za przejechanie ok. 6 km w stolicy ok. 8 rano (lub 15-16 )można było spodziewać się ceny ok 10-12 cedi.

Język:

Język angielski jest pozostałością po bogatej historii tego kraju. Nie ma tu większych problemów z komunikacją. Tutejsze języki lokalne także są na porządku dziennym. Zazwyczaj każdy z mieszkańców Ghany zna angielski oraz przynajmniej jeden z języków lokalnych. Najpopularniejsze z nich to Ga, Twi, Akan. Poza tym w zależności od pochodzenia mogą być używane inne z dialektów i języków, których łączna liczba w samej Ghanie sięga ok 60.

Ciekawostki:

W Ghanie na porządku dziennym jest sprzedawanie trumien. Często można zauważyć całe wystawki po 10 -15 trumien stojące na ulicy przed zakładem produkcyjnym. Widać że są zróżnicowane cenowo po ilości ozdób i materiale. Niektóre z zakładów nie mają swoich warsztatów więc można podejrzeć cały proces powstawania trumny praktycznie z ulicy.
stoiska z trumnami na ulicy to nic dziwnego

  •  Kiedy nie zna się czyjegoś imienia, żeby nie pytać wprost, czy po prostu żeby się zapoznać  – można zapytać o dzień w którym dana osoba się urodziła. W Ghanie ludzie zwykle znają takie tajemnice. Szczerze mówiąc ja nie wiedziałem i musiałem sprawdzać. Kiedy już przeprowadziłem dochodzenie i wyszło że jestem urodzony w czwartek – stało się to moim nowym imieniem. W efekcie na porządku dziennym było nazywanie innych poniedziałkami , środami czy sobotami. W sumie łatwiej zapamiętać czyjeś imię mając do dyspozycji tylko 7 dni tygodnia, niż nieograniczoną gamę prawdziwych imion.
    Tutaj muszę wesprzeć się jedną z ghańskich stron [2] .

 

  • A więc imiona bądź nazwy dni tygodnia z języka Ga na język polski:
    1. Dsu                   – poniedziałek
    2. Dsufo               – wtorek
    3. So lub Shor    – środa
    4. So                      – czwartek
    5. Soha                   – piątek
    6. Ho                     – sobota
    7. Hogba              – niedziela

 

  • Oraz język Akan i Twi na polski:
  • 1. Dsoda             – poniedziałek
    2. Bla Da              -wtorek
    3. Kuda or Okuda – środa
    4. Yaoda              – czwartek
    5. Fida                  – piątek
    6. Memleda       – sobota
    7. Kwesida          – niedziela

 

  •  Jedzenie rękoma i znaczenie stron
  • Z zasady je się tylko prawą ręką. Lewa jest przeznaczona do nieczystości i do spraw związanych z toaletą. Dlatego zwyczajowo wypada np. podczas zakupów podawać i odbierać towary i pieniądze prawą ręką. Nie jest to już tak bardzo restrykcyjne, ale co poniektórzy Ghańczycy mogą poczuć się nie szanowani, gdy używamy lewej ręki w kontakcie z nimi.

 

Linki zewnętrzne:

[1] http://kakumnationalpark.ghana-net.com/ dostęp 19.10.2017

[2] https://www.ghanaweb.com/GhanaHomePage/tribes/ga_names.php , dostęp 19.10.2017

[3] http://www.slaverysite.com/Body/maps.htm#map5 , dostęp 20.10.2017

Poniżej kilka fotek:

life in ghana

 

street art ghana

 

wooden fishing boat

 

ghana school

 

ghana children

 

ghana beach

 

ghana village

 

people from ghana

 

gahna daily life

 

ghana poverty

 

ghana boy

 

ghana transportation

 

street art ghana

 

Planujesz wakacje? Może inne kierunki też Cię zainteresują?

KANADA- WYSPA CORTES , CZYLI MIEJSCE GDZIE ŻYCIE PŁYNIE WOLNIEJ

 

NOWA ZELANDIA –CO WARTO ZOBACZYĆ NA WYSPIE POŁUDNIOWEJ?

JAPONIA – CO WARTO SPRÓBOWAĆ? CZEGO WARTO DOŚWIADCZYĆ? CZYM JEST ZEN?

 

5 thoughts on “NA CZARNYM LĄDZIE – GHANA!

  1. Na pewno ciekawa przygoda! Zdjęcia wyglądają fantastycznie.
    Ciekawa sprawa z jedzeniem, kuchnia afrykańska kojarzy mi się raczej z różnorodnością i bogactwem smaków.

    1. Co do kuchni to nie mogłem zbyt poeksperymentować. Liczyłem tez na niestandardowe potrawy typu robaki, pieczone mrowki, czy cos w tym stylu, ale nie bylo mi dane niczego takiego zobaczyc. Niemniej poza jedzeniem bylo naprawde niesamowicie i nastepny raz bedzie zdecydowanie dluzszy! 🙂

  2. Często czytam, że jak jedzie się do tzw. Czarnej Afryki, to warto mieć ze sobą jakieś drobiazgi dla dzieci np. artykuły papiernicze. Czy to w ogóle w ogóle wypada obdarowywać tam obce dzieci, czy nie stawiamy się wyżej, nie obrazimy miejscowych?

  3. Hej! Ciekawy punkt widzenia, ale myślę że mimo wszystko to raczej akceptowalne. Ja miałem polskie cukierki to dzieci były zachwycone. Dużo też zależy gdzie jedziesz. Ghana a szczególnie Akra, nie jest typową “biedną i zacofaną” Afryką.
    Jak masz drobiazgi do rozdania i dobre intencje to myślę, że to będzie ciepło przyjęte w każdym kraju na świecie. 🙂

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *