WSCHODNIE WYBRZEŻE AUSTRALII – EAST COAST – SYDNEY, GOLDCOAST, BRISBANE – I WSZYSTKO CO POMIĘDZY

Dlaczego warto wybrać się do Australii na jej wschodnie wybrzeże? Co można zobaczyć, a na co nie warto tracić czasu? Spostrzeżenia o podróży po tej części świata w wydaniu autostopowym jak i w podróży samochodem. Trasa Sydney – Brisbane i miejsca warte odwiedzenia.

Austalia wschodnia – co warto zobaczyć?

Wybrzeże wschodnie Australii jest najgęściej zaludnionym obszarem tego kontynentu. Znajdziecie tutaj sporo dużych miast i dobrze rozwiniętą infrastrukturę. W tej części Australii znajdują się 2 stany – Nowa Południowa Walia (NSW)  oraz Queensland (QLD). Ich stolicami jest kolejno – Sydney i Brisbane – i to właśnie między tymi miastami odbywała się nasza podróż. . Na pewno nie ma miejsc idealnych dla wszystkich, ale postaram się opisać, co jak wygląda, a decyzję, czy warto zostawiam już każdemu indywidualnie.

 

  1. Sydney

Sydney było moim pierwszym miastem w Australii, które przyszło mi zobaczyć i zostać na chwilę dłużej. Start nie był typowy, bo był to nowy rok. W pamięci odgrzebałem urywki telewizyjnych „wiadomości”  z lat maleńkości, w których pokazywano bajeczne fajerwerki na tle słynnej opery i Harbour Brigde. Było to mętne wspomnienie , ale w momencie patrzenia na to, co się przed moimi oczami odbywało, wspomnienie nabrało kształtu i mogłem przeżyć jakby déjà vu.

Sydney Harbour Bridge

Jedna z ikon Sydney – Harbour Brigde

Tak czy inaczej start w krainie kangurów mieliśmy wystrzałowy, jednak pierwsze dni roku mają to do siebie, że zwykle komunikacja miejska działa inaczej, jest mnóstwo ludzi ze wszelkich zakątków ziemi i po opadnięciu kolorowych iskierek fajerwerków robi się szaro i czar pryska, a tłumy ludzi wokół ciebie dalej istnieją , a nawet naruszają twoją strefę komfortu.  Przez to całe noworoczne zamieszanie, nie zwiedziliśmy prawie nic, a w głowie zostało poczucie chaosu i korków. Dlatego mimo spotkania z super ludźmi moje pierwsze wrażenie Sydney było negatywne. Jak bardzo się myliłem w tej ocenie, dowiedziałem się znacznie później. O Sydney jako mieście możecie przeczytać tutaj. Po hucznym świętowaniu 1-go ludzie zaczynają wracać w swoje strony.  Dla autostopowicza ma to swoje zalety. Można złapać podwózkę w zasadzie w każdym kierunku. Dlatego nie zostaliśmy zbyt długo w stolicy stanu NSW.

 

  1. Blue Mountains

 Chcąc przynajmniej w małym stopniu wykorzystać nasz przyjazd postanowiliśmy nieco pozwiedzać. Był tylko jeden warunek – uciec od tłumów. Trafiliśmy wówczas w okoliczne góry – Blue Mountains – i one zaprezentowały się z kolei bardzo pozytywie. Do najsłynniejszego punktu tej okolicy można dostać się pociągiem, jadąc linią o zaskakującej nazwie Blue Mountains Line do stacji Katoomba. Następnie można się przejść lub wziąć 10 minutową przejażdżkę linią autobusową 686. Jest to na tyle blisko że można wrócić do Sydney na noc – jeśli jest potrzeba – ok 2,5h w pociągu.

W górach można przede wszystkim nacieszyć się przestrzenią  i spokojem. Turyści zdarzają się co jakiś czas, ale można też krótką chwile odetchnąć samotnością.  Miejscem najliczniej odwiedzanym jest punkt widokowy usytuowany przy tzw. trzech siostrach. Three Sisters to pagórki które mają przypominać owe siostry. Według mnie poświęcając nieco więcej czasu można odnaleźć dużo ładniejsze zakamarki tego miejsca. W tym celu należy wybrać się na jeden z kilku szlaków pieszych. Po dokładniejsze informacje odsyłam do źródła.

katoomba walks
Szlaki piesze w Blue Mountains (Katoomba), okolice Sydney

Źródło: https://www.bluemts.com.au/info/thingstodo/bushwalks/ , dostęp 17.01.2018

 

Z pewnością jest to ciekawe miejsce dla miłośników przyrody, a żyjąc w Sydney ciekawą odskocznią od codzienności. Dlatego można tu spotkać zarówno turystów jak i tubylców, którzy  szukają bliskości  natury lub nowej kawiarni, których jest tutaj pod dostatkiem.  

  1. Anna Bay

Pierwszą miejscówką poza Sydney było Anna Bay (nieco dalej niż Newcastle). Można tam doświadczyć czegoś co dla nas było nowością – SANDBOARDINGU!

Sandboarding Rocknroad

Sandboarding w Anna Bay

Mimo, że nie jest to jakoś szczególnie odkrywczy sport, to pozwala poczuć się trochę jak dziecko na sankach i daje dużo radości. Płaci się 50 $ za wypożyczenie deski i transport jeepm 4×4  na miejsce zjazdów. Nie ma limitów czasowych także przyjeżdżając wcześniej można dłużej zostać, ale po godzinie i tak ma się już dość. Zamykają przed zachodem słońca. Dla osób które preferują inną formę rekreacji – można zapisać się na wycieczkę na wielbłądach. Po zebraniu grupy ok. 10 wielbłądów tworzących karawanę wyrusza na piaszczyste wydmy i wraca wzdłuż morza. Co do godzin otwarcia to z jednej ze stron oferujących takie usługi ściągnąłem następujące info:

CAMEL TRIPS: „OPEN TUESDAYS, THURSDAYS, SATURDAYS, SUNDAYS & EVERY DAY OF NSW PUBLIC SCHOOL HOLIDAYS $30 Adults, $25 Children (under 15s).”

Anna Bay – opcja przejażdżki na wielbłądzie

Atrakcje do najtańszych nie należą, ale my się skusiliśmy na próbę nowego sportu – Sandboardingu. Muszę przyznać, że nie było to takie proste jak mi się wydawało, a po kilku próbach na stojąco stwierdziłem, że pozycja bliżej ziemi wcale nie jest gorsza, a na pewno mniej bolesna 🙂

Oprócz typowych atrakcji, darmową i przyjemną czynnością jest oglądanie zachodu słońca na w obecności oceanu i pustyni. Brzmi jak idealna kombinacja.

  1. Seals Rocks

Nieco dalej na północ znajduje się bardzo spokojna i nie zmącona ruchem turystycznym plaża, w której sąsiedztwie znajdują się tytułowe skały. My żadnej foki nie uraczyliśmy, ale w zastępstwie wystąpiły dwa dorodne pelikany. Idealne miejsce na plażowanie i odpoczynek. Jest tu świetne miejsce do campingu, ale jedocześnie jest także znak zakazu nocowania. Piknik za to może być przedni. Ponieważ my dotarliśmy tutaj rano to nawet nie mieliśmy okazji testować systemu patrolowania tego miejsca przez lokalnych strażników.

Seals Rocks – foki miały wolne, w zastępstwie pelikany

  1. Byron Bay

Byron Bay jest popularnym miejscem. Ze słyszenia (ale nie z doświadczenia) wiemy, że w miesiącach wakacyjnych jest tu bardzo tłoczno. Mieścina jest nie wielka, ale latem życie upływa tu głównie na imprezach i surfingu. Mieści się tu także sporo hoteli, a plaże są szerokie i piaszczyste. Od czasu do czasu pojawia się jakiś rekin, ale w zestawieniu z liczbą odwiedzających i pływających niebezpieczeństwo bycia zaatakowanym wciąż jest niskie. W 2017 był jeden śmiertelny atak, a w 2016 dwa. Zdarzały się inne incydenty, ale nie były śmiertelne. Za naszej wizyty plaże były prawie puste, ale surferzy nie dawali za wygraną i nawet w chłodniejszy dzień było ich całkiem sporo.  Widząc ich ilość jestem w stanie uwierzyć, że warunki tu panujące muszą być naprawdę dobre do tego sportu.

 

  1. Nimbin

Jadąc z Sydney do Brisbane warto zboczyć lekko z trasy i zahaczyć o miejscowość Nimbin. Jest to niewielka wioska bardzo mocno odstająca od reszty. Hipisi mają tam swoje miejsce na ziemi. Prawo jest nieco bardziej wyrozumiałe dla obywateli i dość często w powietrzu można poczuć zapach marihuany. Oczywiście nie wolo oficjalnie handlować, ale spacerując po ulicach zaczepiło nas co najmniej kilku „dostawców” oferując swój towar.  Kolorowe fasady domów i tęczowe płoty dodają uroku temu miejscu. Sporo tu też customowych sklepików i naturalnych kafejek, restauracji, czy sklepów z ozdobami. Gdyby nie ograniczenia związane z pojemnością plecaka to z pewnością przybyłoby nam kilka nowych ciuchów i dekoracji.

Nimbin

W Nimbin można trafić na przeróżne sklepy

  1. Gold Coast

Gold Coast jest jednym z nowocześniejszych metropolii Australii. Posiada przede wszystkim przepiękne szerokie plaże, które są w bezpośrednim sąsiedztwie centrum. W efekcie wieżowce widniejące w tle można podziwiać z plaży. Podobał mi się też deptak nad brzegiem oceanu o bardzo zachęcającej nazwie – Surfers Paradise. Znaleźć tu można mnóstwo miejsc na imprezy – puby, bary, kluby. Mimo spędzenia tu czasu nie mogę powiedzieć, że to miejsce jakoś szczególnie zapadło mi w pamięci. Jest typowym wielkim miastem nad brzegiem oceanu. Jeśli z kolei szuka się rozrywki to można tu spędzić nieco więcej czasu.

Gold Coast

Gold Coast

  1. Brisbane

Brisbane należy do jednego z kilku miejsc na ziemi gdzie mógłbym zamieszkać. Mimo, że nie przepadam za wielkomiejską dżunglą, to w tym mieście nie przeszkadzała mi ona tak bardzo. Podobała mi się plaża miejska w centrum miasta, która była usytuowana nad rzeką – bez dostępu do oceanu 🙂 Więcej zdjęć i informacji może dać wam wyszukanie frazy South Bank Parklands, czyli jak właściwie nazywa się to miejsce.

South Bank Parklands w Brisbane

Cały bulwar w centralnej części miasta jest wart odwiedzenia zarówno w dzień jak i wieczorem. Pora dnia zupełnie zmienia jego percepcję. Światła wieczoru nadają koloru, a wieżowce w okolicy zaczynają być ciekawym dodatkiem do spektaklu zachodzącego słońca. Nie mogło też tutaj zabraknąć zdjęcia z nazwą miasta. Nie było to łatwe zadanie, żeby mieć napis na wyłączność, ale po chwili czekania udało się:)

Oczywiście musi być foto z nazwą

Kolejne miejsce, które może przyciągnąć na spacer to Miejski Ogród Botaniczny, który także znajduje się w centrum. Poza okazami fauny i flory można podziwiać różne rodzaje sztuki serwowanej przez lokalnych artystów, a w nocy pokazy świateł.

Miejski Ogród Botaniczny z pokazem świateł

Warto przejechać, czy raczej „przepłynąć się” tramwajem wodnym. Widoki ze strony rzeki dają unikalne wrażenia zwłaszcza w porze zachodu. Tramwaj można na wybranej trasie wziąć za darmo.

 

Mapa trasy City Hoopera
Źródło: https://www.brisbane.qld.gov.au/traffic-transport/public-transport/citycat-ferry-services/cityhopper , dostep 17.01.2018

 Nieco wiedzy: 

The CityHopper service allows you to rediscover Brisbane for free with ferries running every 30 minutes between 6am and midnight, seven days a week. The CityHopper travels along the Brisbane River, stopping at North Quay, South Bank 3, Maritime Museum, Thornton Street, Eagle Street Pier, Holman Street, Dockside and Sydney Street terminals.”

Brisbane wieczorem

My poruszaliśmy się po mieście wyłącznie samochodem (prócz CitiHoppera) i trzeba przyznać , że nie było tak ciężko jak w innych miastach. Całość jest dość dobrze skomunikowana i korki nie są, aż tak bolesne.

Będąc w Brisbane ciężko nie słyszeć o położonym nieopodal Lone Pine Koala Sanctuary. Jak można się domyślić to rezerwat Koala, ale nieco inny niż inne. Odwiedziło go bowiem mnóstwo gwiazd i popularnych osób. Był tam m. in. papież Jan Paweł II, ale i tacy sławni ludzie jak Marlin Manson, gwiazdy NBA, czy aktorzy hollywood. A wszystko to wiadomo ze zdjęć, które znajdują się w budynku restauracji w środku parku. Myślę, że powodem tak licznych odwiedzin była dobra lokalizacja oraz, co ważniejsze, możliwość potrzymania na rękach misia Kolala!

największa atrakcja w Lone Pine Koala Sanctuary

Ta niewątpliwa przyjemność niestety słono kosztuje, ale Halo! Kto by nie chciał potrzymać takiego jakby żywego pluszaka. Czynne jest codziennie 9am-5pm . Za wejście obsługa kasuje 36 AUD (za dorosłego), a za zdjęcie z niedźwiadkiem kolejne 20$. Można też w innych godzinach potrzymać węża, czy ptaki drapieżne. Szczegóły w źródle :

Koala hold: From 10:00am*
Raptor hold: 10:45am & 12:45pm
Snake hold: 12:00pm

Photos start from $20 and include a high resolution download.

Źródło: https://koala.net

Obsługa dba o bezpieczeństwo zarówno odwiedzających jak i samych zwierzaków tak żeby żadnemu nie stała się krzywda.

Zwykle nie przepadamy za wizytami w zoo, ale ten rezerwat można zaliczyć do czegoś innego. Doświadczenie było ekstra, a poza tym, dysponując większą ilością czasu można obejrzeć różnego rodzaju pokazy i występy z udziałem zwierząt, np. Pokaz psa pasterskiego i jego umiejętności w postępowaniu w owcami okraszone, nawet zabawnym, komentarzem samego pasterza. Można też przejść się po terenach, na których skaczą kangury i wallaby (małe kangury). A po całym zwiedzaniu można pójść na kawę do pobliskiej kawiarni. Co ważne zyski z tej instytucji pomagają samym zwierzakom.

Emu w Lone Pine Koala Sanctuary

  1. Okolice Brisbane

Sunshine Coast jest przybrzeżnym obszarem miejskim i rozciąga się w południowo-wschodniej części stanu Queensland. Miejscowość znów mocno wakacyjna. Łanie, zadbanie i jednocześnie raczej drogo więc po kawie uciekliśmy dalej w stronę Noosa Heads.

Będąc na tym wybrzeżu ciężko nie odwiedzić plaż, w zasadzie większość miast i atrakcji jest w jakiś sposób powiązana z oceanem. W Noosa Heads zatrzymaliśmy się na dłużej. Przede wszystkim warto tam przespacerować się po parku narodowym. Nie jest duży, a wrażenia zostawia bardzo pozytywne. Noosa jest kolejnym miejscem dobrym do plażowania i surfingu. Tam też zdecydowaliśmy się na kolejne próby zastania zawodowym surferem. Rzeczywistość jednak jest taka, że do mistrzostwa w tym sporcie jeszcze nam trochę brakuje, ale zabawa była przednia. Warunki dla początkujących według mnie były fenomenalne. Na stosunkowo płytkiej wodzie można było próbować różnych akrobacji, a przy wypływaniu z powrotem na głębszą wodę można było wspomagać się o dno. 🙂
Dodatkową atrakcją mogło być obserwowanie delfinów, które zauważyć można było w niewielkiej odległości od brzegu.

 

Poniżej szkic naszej trasy na tym odcinku Australii.

 

 Mapa naszej trasy

 

 

 

 

Wschodnia część Australii z pewnością jest unikalna. Nie da się jej przyrównać do innych stanów. Na pewno mając sporo czasu lub inne sprawy, które kierują cię w te strony warto się wybrać na krótką wycieczkę krajoznawczą. Mi się bardzo podobało. Jednak mając mniej czasu na zwiedzenie Australii chyba mimo wszystko wybrałbym inne stany, np. Western Australię, albo Victorię.

Więcej szczegółów o tych miejscach znajdziesz tutaj:

AUSTRALIA ZACHODNIA- CO WARTO ZOBACZYĆ?

VICTORIA- CO WARTO ZOBACZYĆ I GDZIE SPOTKAĆ MISIA KOALA NA DZIKO ?

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *