COSTA RICA (KOSTARYKA) – PEREŁKA AMERYKI CENTRALNEJ

Pura Vida

Zacznę od sentencji Pura Vida, którą Kostaryka wyznaje. Bezpośrednie tłumaczenie znaczy czyste życie, proste życie, a określa ona tutejszy styl bycia i poszanowanie dla natury. Ale nie tylko!

„Czyste życie jest frazą używaną w Kostaryce przy różnych okazjach, ale przede wszystkim jako odpowiedź na powitanie (“Jak się masz?” – “Czyste życie”) i jest odpowiednikiem “bardzo dobrze”, chociaż należy podkreślić, że mieszkańcy tego kraju dają mu szerszą i głębszą interpretację.

Czyste życie, czy sztuka dobrego życia ” symbolizuje dla mieszkańców tego kraju prostotę dobrego życia, przywiązanie do pokory, dostatek, wylewność, dobre samopoczucie, radość, satysfakcję, konformizm, szczęście i optymizm, związane ze sztuką doceniania piękna w prostym i naturalnym życiu .”

Źródło: https://es.wikipedia.org/wiki/Pura_vida_(frase), dostęp 24.02.2018

A więc zaczynajmy!

Kostaryka z pewnością różni się od innych krajów Ameryki Centralnej. Od razu po przekroczeniu granicy można poczuć zmianę. Czy to tylko mentalna zmiana w naszych głowach? Zastanawialiśmy się nad tym, ale dalsze doświadczenia pokazały, że faktycznie jest inaczej. W naszej ocenie zdecydowanie więcej na plus. A więc jak tu dotrzeć, żeby przekonać się na własnej skórze?

plaża Camarillo
plaża Carillo

Dojazd i Przejście Graniczne (2018)

Do Kostaryki trafiliśmy drogą lądową z Nikaragui. Z miejsowości Rivas wzięliśmy autobus, który powinien kosztować 20-25 NIO, ale nas skasowano podwójnie, czyli 40 za osobę (o 4,33zł). Dlaczego? Mimo prób dyskusji i rozmowy nie wiemy, ale dla takiej kwoty szkoda nerwów. Autobus dojeżdża na samą granicę (miejscowość Peńias Blancas). Tam od razu po wejściu należy zapłacić 1USD w okienku i dostaje się papierek, który nigdzie więcej nie był potrzebny. Przy odprawie paszportowej kasowane są kolejne 2 dolary (USD), tutaj nie można było zapłacić resztkami waluty Nicaragui – tylko USD, także warto wcześniej zaopatrzyć się w bankomacie.

Następnie czekało nas kilka minut spaceru, by dotrzeć do budynku imigracji Kostaryki. Szczerze mówiąc niemal go minęliśmy bo idąc ulicą wejście było akurat za zaparkowanym samochodem i niemal wtargnęliśmy na terytoroum Kostaryki bez oficjanej rejestracji 🙂 Tu nie było opłat. Jedynie pani w okienku zapytała o długość naszej wizyty i okazanie biletu wyjazdowego z Kostaryki. Ponieważ byliśmy przygotowani i mięliśmy fake rezerwacje, obyło się bez innych pytań. Nowa pieczątka wbita i idziemy dalej. Tu ostatni z punktów do odhaczenia. Prześwietlanie bagaży. Obsługa co prawda była ale sprawiali wrażenie zupełnie nie zainteresowanych. Po wyjściu od razu można złapać autobus do takich miejsc jak Liberia, Barranca czy San Jose. My jednak spróbowaliśmy inaczej. Stopa udało nam się złapać po przejściu ostatniej bramy (ok 1 km za granicą).

Granica Gwatemala Kostaryka
Granica Nikaragua – Kostaryka

Miejsca odwiedzone, w tym te warte uwagi lub wręcz przeciwnie

1. Liberia – raczej nie warto
Autostopem dotarliśmy do Liberii i w zasadzie tylko zza szyby obejrzeliśmy okolicę i pojechaliśmy dalej. Na pierwszy rzut oka mimo wszystko nic specjalnego.

2. Nicoya – nie warto
 – miasteczko usytuowane w środku lądu i niezbyt wiele się tam dzieje.Dojazd z Liberii 3USD za os. Mieliśmy tu nocleg który zapisał się jako jeden z tych „naj…” ( konkuruje z kilkoma miejscami w Indonezji). I chciałbym, żeby to był ranking najlepszych, czy najładniejszych. Niestety. Wybraliśmy jak to zwykle bywa – najtańszą opcję – Hotel Chorotega.

Hotel Chorotega
Hotel Chorotega

Koszt 8 dolarów amerykańskich. Dziwię się, że Irmina była w stanie tam wytrzymać 🙂  Było to jedno z najgorszych miejsc noclegowych w jakim byliśmy.

Carillo – warto!
Jadąc na półwysep Nicoya z pewnością znajdzie się piękne plaże. My zdecydowaliśmy się na Samarę, ale dzięki złapanemu stopowi udało nam się odkryć plażę Carillo. Jest usytuowana w sąsiedztwie, ale wydaje się być bardziej przyjazna. Camping znajduje się na samym początku (jadąc od Samary), po przeciwnej stronie drogi niż plaża i kosztuje 6 USD / os. / noc z własnym namiotem. To tutaj zobaczyliśmy pierwszego kostarykańskiego krokodyla. Nie na campingu oczywiście, tylko w sadzawce między nim a plażą. 

Krokodyl widziany praktycznie z ulicy
Krokodyl widziany praktycznie z ulicy przy Carollo Beach

 

Plaża Carillo
Plaża Carillo

4. Samara – warto ale trochę mniej 🙂

Samara beach
Samara beach

Samara znajduje się w się 7 km od Carillo i jest większą miejscowością. To tutaj skupia się większość ruchu turystycznego z okolicy. Są bary, puby, restauracje. Plaża jest szeroka i piaszczysta, ale liczba osób nieco ogranicza piękno tego miejsca. Nam o wiele bardziej podobało się w Carillo. Niemniej jednak zachody słońca były imponujące. Była to też okazja do zrobienia zakupów.

5. Montezuma – warto!

Montezuma - prawie centrum miasta :)
Montezuma – prawie centrum miasta 🙂

Po Carillo stanęliśmy przed wyborem. Słyszeliśmy o miejscowości Santa Teresa oraz Montezuma, że są miejscami wartymi uwagi. Wszystko spoko gdyby nie transport. Z miejsca w którym byliśmy autobus można złapać do Nicoya i po przesiadce jechać północną stroną półwyspu robiąc przy tym wielkie koło. Opcja bardziej sprawdzona i bezpieczna, ale pochłaniająca więcej czasu i pieniędzy. Może i nawet byśmy się na nią zdecydowali, gdyby nie zupełny brak ruchu. Postanowiliśmy, że będziemy łapać stopa w obu kierunkach i tam gdzie się uda to tą trasą pojedziemy. Pierwszzy nadjeżdżający samochód jechał zpod bramy naszego campingu do Montezuma, bezpośrednio. Odpowiedź więc przyszła sama. Początkowo na pace pick up‘a młodych szwajcarów (Tom and Jenny) 🙂 ale po odkryciu charakteru tej drogi przesiedliśmy się do środka. Pokonaliśmy tę trasę w 2,5h. I nie była to normalna przejażdżka! Trzy razy trzeba było pokonać rzekę, nie głęboką, ale jednak przygoda, zaliczyć wyboje i szutrowe drogi i tumany kurzu.

Po dotarciu udało nam się znaleźć nocleg w hostelu tuż przy mniejszej (południowej) plaży tego miasteczka. 10 $ USD, warunki proste ale z prysznicem, kuchnią i WiFi. Poza leżakowaniem na piaszczystej plaży można wybrać się na 30 minutowy spacer nad rzekę. Zwieńczeniem może być kąpiel w niewielkim jeziorku pod wodospadem (Upper Waterfalls). Można nawet skoczyć z kilkumetrowej skałki. Miejsce przyjemne, ale przy naszej wizycie było sporo ludzi i nie zachwyciło nas jakoś specjalnie. Sam spacer jednakże był bardzo dobrym dodatkiem do tutejszej wizyty.

Upper Waterfall w Montezuma
Upper Waterfall w Montezuma

[Opcja Montezuma po taniości]

Jak się również dowiedziałem można tu spać za darmo pod namiotem (jeśli ma się swój). Są dwa miejsca – po jednym przy każdej z plaż. Nie są to oficjalne kampingi, ale z tego co pytałem campingujących to nikt się nie „czepiał”. Hostel, w którym się zatrzymaliśmy oferuje usługę prysznica za 1000 CRC i toalety za 500CRC.

[Wyjazd z półwyspu Nicoya] [ prom] [dojazd do Manuel Antonio National Park]

Prom z półwyspu Nicoya (Puerto Paquera) do Puntarena
Prom z półwyspu Nicoya (Puerto Paquera) do Puntarenas

Pierwszy autobus z Montezuma odjeżdża o 6:30 i w Paquera jest mniej więcej o 8:20. Koszt ok 3$ USD. Prom za osobę bez samochodu kosztuje 810 Colones (ok. 1,5USD) czas płynięcia to ok 1h15min. Prom wyrusza o 9 rano.

Na miejscu w Puntarenas byliśmy ok 10:15 AM. Stąd chcieliśmy dostać się do Parku Narodowego Manuel Antonio. Z przystani promu należy wziąć autobus (koszt 315 Colones) i dotrzeć na terminal autobusowy. Tam bilet na autobus do Quepos wyniesie 5$ USD/os. Na dworcu w Quepos, autobus który dojeżdża do parku to znów 315 Colones.

6. Quepos– nie warto

 [Noclegi]
Ceny w tej okolicy wahają się od 12 – 17 USD za najtańszą opcję. Najtrudniej znaleźć miejsce w okolicy weekendu ponieważ te okolice stanowią również destynację wypoczynkową dla obywateli Kostaryki. Nam udało się znaleźć wolne miejsca przy plaży w Beach Packer Hostel (17USD/os.), a kolejną noc spędziliśmy w bardzo fajnym Wide Mouth Frog Hostel w Quepas (14USD/os). Ten drugi zdecydowanie lepiej wypadł – ze śniadaniem, basenem, małą restauracyjką, dobrymi warunkami i lokalizacją.

Wide Mouth Frog Hostel w Quepas
Wide Mouth Frog Hostel w Quepas

7. Manuel Antonio National Park – warto

Park czynny jest od wtorku do niedzieli między 7 am , a 16pm. Choć mu dotarliśmy w niedzielę ok. 15 i park był już zamnkięty. Ponieważ mieliśmy nieplanowany postój w tej okolicy pojawiła się okazja do plażowania i pływania. Woda cieplutka, a poza tym można korzystać z różnego rodzaju usług związanych ze sportami wodnymi. Plaże w tej okolicy są piękne, ale niestety dość mocno oblegane. Zdecydowanie lepiej sytuacja wyglądała w poniedziałek ok. 6 rano. Wtedy faktycznie można czerpać przyjemność z szumu morza i piękna wybrzeża. Jednak mimo wszystko największą atrakcją pozostaje Manuel Antonio N.P.

Plaża w pobliżu Manuel Antonio N.P
Plaża w pobliżu Manuel Antonio N.P.

Wyszło tak że zostaliśmy aż do wtorku. Czy było warto czekać? Tak.
W parku można zobaczyć dwu i trój palczaste leniwce, tukany, małpy, pająki i inne. Koszt wejścia 16 USD/os. Warto przyjść na godzinę otwarcia ponieważ już ok 8:15 kolejka do kasy biletowej wymaga kolejnych 20 minut. Uwaga! Kasa znajduje się jakieś 100 m od bramy wejściowej, a w kolejce w bramie stoją ludzie z już kupionymi biletami!

Tutaj należy mieć już zakuiony bilet (100m wcześniej)
Tutaj należy mieć już zakuiony bilet (100m wcześniej)

Dla nas największą atrakcją była ikona parku, czyli wspominane leniwce! Znalezienie choćby jednego okazało się niemałym wyzwaniem. Jednak widząc grupę ludzi gapiącą się w jeden punkt gdzieś daleko w koronie drzew, wiedzieliśmy że to musi być to. Wiedząc nawet w jakim kierunku należy patrzeć nie było łatwo zobaczyć tego powolnego, ale sympatycznego zwierzaka. W końcu się udało ale zrobienie zdjęcia nie miało większego sensu. Postanowiliśmy znaleźć lepszy model do sesji 🙂 W sumie przez 2,5 godziny spaceru udało nam się zobaczyć 3 okazy. Poza tym mieliśmy szczęście obserwować jelonki typu „bambi”, kapucynki czarno-białe, Tamanduę południową (lub inaczej mrówkojada czteropalczastego), różnorakie motyle, ptaki i inne. Niestety nie udało nam się spotkać tukana, ale jest to motywacją do tego, żeby jeszcze tu wrócić 🙂

Leniwiec! :) w Manuel Antonio National Park
Leniwiec! 🙂 w Manuel Antonio National Park

Zwiedzanie zakończyliśmy przed 11 i udaliśmy się do pobliskiej knajpki, gdzie można było zjeść za 2500 CRC (ok. 15 zł) solidny posiłek. (po wyjściu pierwsza ulica w lewo).

Następnym punktem w planie było dostanie się do granicy i opuszczenie tego pięknego kraju. W ramach oszczędności zdecydowaliśmy się na autostop, który spisał się fenomenalnie, ale tradycyjne środki transportu także dają takie opcje. Autobus z Quepos do granicy kosztuje 12,85 USD/os. Opcja autostopu wiąże się z kosztem 350 CRC (ok. 2zł) z dworca autobusowego do przystanku Hospital (wylotówka za lotniskiem).

Granica Kostaryka – Panama

Na granicy trzeba uiścić opłatę w wysokości 7 USD + opłata za usługę wydania 1USD, tj. w sumie 8 USD. Miejsce w którym trzeba dokonać tejże wpłaty znajduje się po przeciwnej stronie ulicy niż budynki przejścia granicznego i wygląda jak niewielki kiosk z codzienną prasą.

 Miejsce opłaty "podatku wyjazdowego"
Miejsce opłaty “podatku wyjazdowego”

Po stronie Panamy nie było żadnych opłat, jedynie pytanie na jak długo wjeżdżamy i czy mamy bilet wyjazdowy. Tuż za granicą można złapać autobus do David, który kosztuje 2USD.

Nasze wrażenia z Kostaryki – o ludziach, miejscach, możliwościach itp.

W odróżnieniu od innych krajów Ameryki Centralnej Kostaryka ujęła nas od samego początku. Mimo tego, że jest krajem raczej drogim to widać, że te środki nie idą na marne. Jest tu czysto, drogi główne są raczej w dobrym stanie i ludzie ogółem są raczej dobrze wyedukowani, np. więcej ludzi mówi po angielsku. Sprawiają oni także wrażenie otwartych na pomoc i uśmiechniętych. Jest tu dość spory ruch turystyczny. Można tu spotkać wiele osób ze Stanów, czy Kanady, ale też i z Europy.

Jako destynacja wakacyjna może okazać się dość kosztowna, ale np. wolontariat tutaj wydawać by się mogło, że jest opcją idealną. Lokalne jedzenie jest zróżnicowane pod wpływem różnych kultur i w dużum stopniu turystów. Najtaniej można zjeść w występujących niemal wszędzie niedrogich restauracyjkach, czy jadłodajniach, potocznie nazywanych Sodami. Typowym posiłkiem jest casado. Zazwyczaj skłąda się z ryżu, fasoli lub soczewicy, jednego dużego lub dwóch mniejszych kawałków mięsa (mogą być różnego rodzaju), surówki i ewentualnych mniejszzych dodatków. W Sodzie koszt takiego posiłku waha się między 2000 -3500 CRC.

Casado - typowe danie w Kostaryce
Casado – typowe danie w Kostaryce

Skarbem Kostaryki jest natura, która faktycznie jest imponująca. Bajeczne plaże i mało skompilowane życie skłania do refleksji nad sentencją „Pura Vida”, które stąd pochodzi. Może to dobry kierunek żeby zostać na dłużej? Jęśli nie to z pewnością warto odwiedzić to państwo i zakosztować nieco czystego życia 🙂

Poniżek kilka zdjęć zwierzaków z Manuel Antonio National Park:





 

Planujesz odwiedzić Amerykę Centralną? Może warto odwiedzić także Gwatemalę? Tu co nieco więcej informacji o tym, co można tam robić:

TREKKING NA WULKAN ACATENANGO- GWATEMALA

 

GWATEMALA- JEZIORO ATITLAN, CZYLI WULKANY, KAWA I BUJANIE SIĘ W HAMAKU

2 thoughts on “COSTA RICA (KOSTARYKA) – PEREŁKA AMERYKI CENTRALNEJ

  1. Ja podziwiam Kostarykańczyków za to, że obywają się bez armii. Można? Można. Wolni ludzie. Nikt im nie łamie charakterów, nie każe robić głupot na rozkaz. Nie każe strzelać do innych ludzi.

    1. Też uważam, ze te dwa czy dwa i pół procenta PKB, jakie wydajemy na wojsko, to pieniądze zmarnowane i cieszę się, że w Kostaryce wykazują się większym rozsądkiem w tym względzie, ale i tak od braku armii bardziej zazdroszczę im plaż. Ale tam pięknie! 🙂

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *