Kolumbia – Bogota, pustynia Tatacoa i autostop!

Kolumbia

Kolumbia to marzenie wielu podróżników i kraj który jest bramą prawdziwej Ameryki Południowej. Po odwiedzeniu krajów Ameryki Centralnej wiedzieliśmy mniej więcej czego możemy się spodziewać, ale mimo wszystko zostaliśmy pod wieloma względami pozytywnie zaskoczeni. Mieliśmy limit czasowy i na ten kraj wygosoodarowaliśmy jedynie 5 dni.street art Bogota

fot.  street art w Bogocie

Jak zwiedzić Kolumbię w 5 dni?

– odpowiedź jest tylko jedna. To niemożliwe. Kolumbia jest na tyle dużym i pięknym krajem, że poświęcenie tak krótkiego czasu i nie pozwoli nawet pobieżnie „liznąć” kultury, czy zabytków tego kraju. Według mnie nawet sama Bogota warta jest co najmniej kilku dni.

street art Bogota

 fot.  street art w Bogocie

Dzięki temu że nie zabawiliśmy tu długo zarówno ja jak i Irmina jesteśmy zdania, że trzeba będzie tu wrócić! Następnym razem na znacznie dłużej. W momencie lądowania w Bogocie mieliśmy nieco ponad miesiąc do daty naszego powrotu. Przed nami stanęła decyzja czy ten czas przeznaczyć na dużą Kolumbię, czy mały Ekwador. Wybór mimo chęci pozostania padł na Ekwador. Stwierdziliśmy, że w 3 tygodnie lepiej poznamy mniejszy kraj i lepiej go zeksplorujemy.
Wobec powyższego postanowiliśmy niezwłocznie ruszyć na południe, ale będąc już na miejscu nie mogliśmy po prostu odpuścić obejrzenia Bogoty.

street art Bogota

fot.  street art w Bogocie

Co warto zobaczyć w Bogocie? A także czego spróbować?

Możliwości zwiedzania jest mnóstwo. W zależności od posiadanego czasu można przeplatać wydarzenia kulturalne, ze zwiedzaniem i po prostu szwendaniem się po uliczkach centrum. W zasadzie najlepiej połączyć wszystko i spróbować każdego po trochu.

Z pozycji must see i ograniczając czas do absolutnego minimum należy go przeznaczyć na wizytę w centrum i przejść się jedną z głównych ulic, żeby poczuć klimat tego miasta i kolumbijski temperament, który momentami, aż kipi dając upust w postaci różnego rodzaju protestów, akcji społecznych, przedstawień artystycznych i innych tego typu wystąpień publicznych, które przetaczają się przez ulicę Ciclovia Av Carrera 7.

Można tu także spróbować charakterystycznych mini pączków –BUÑUELOS- kulek, które są nadziewane serem lub serwowane bez nadzienia. Czasem mają słonawy smak.

bunuelos colombia

    fot.  na środkowej półce leży smak Bogoty – BUÑUELOS

Będąc w Bogocie nieco dłużej można wybrać się na darmową wycieczkę po mieście z przewodnikiem. Wyrusza codziennie o 10:00 sprzed wejścia do muzeum złota (Museo del Oro). Można posłuchać tam co nieco o historii stolicy i całej Kolumbii, o złocie i kamieniach szlachetnych, które dalej są przedmiotem handlu nawet na ulicy, o sytuacji politycznej, gospodarczej itp.

Nielegalny handel szmaragdami można podpatrzeć na jednym z placów (Plazoleta de Rosario). Zobaczyć tam można mężczyzn w wieku 30-50 lat ustawionych grupkami po 2-5 osób i od czasu do czasu ze specjalnym szkłem powiększającym oglądających kamienie.( Jeśli chodzi o kupowanie na ulicy takich dóbr to raczej bym nie szalał bo nie jest legalne wyworzenie tych kamieni bez stosownych pozwoleń, a nie znając się na ocenie jakości można słono przepłacić.)

Odwiedzane są także muzea sztuki i pieniędzy, kawiarnia z darmowym poczęstunkiem lokalnym napojem Chicha(o niewielkiej zawartości alkoholu, warzony na bazie kukurydzy czasem z dodatkiem różnych nasion i ziaren, np. kakaowca )  i filiżankach zrobionych z owocu tykwy, które można potem zabrać na pamiątkę. Wycieczka trwa od 2-3 h w zależności od wielkości i sprawności grupy. Z usług tej samej organizacji można skorzystać także przy wyborze wycieczki poświęconej muralom i grafitti w mieście (a jest tego sporo!), lub tematyce kulinarnej.  ( więcej szczegółów tutaj : https://beyond-colombia.herokuapp.com/)

chcicha

fot. Chicha

Samo oglądanie i odnajdywanie murali w Bogocie może stanowić niemałą rozrywkę. Jest ich tutaj mnóstwo i o najróżniejszej tematyce. Niektóre są sztuką samą w sobie, inne nawiązują do aktualnej sytuacji politycznej, czy do historii.

Nie sposób także pominąć w opisie herbatę z liści koki. Można ją zamówić w większości kawiarni i restauracji, tak jak normalną herbatę. Funkcjonuje ona w zasadzie jako napar z ziół i nie ma w zasadzie nic wspólnego z kokainą. Bardzo podobało mi się porównanie, że herbata z liści koki ma tyle wspólnego z kokainą, co ziemniak z wódką. W smaku przypomina najbardziej zieloną herbatę, ale ma też delikaną charakterystyczną nutę. Jak dla mnie to nic nadzwyczajnego, ale spóbować można. 

herbata z liści koki

Fot. herbata z liści koki

Wspomniane muzeum złota także będzie ciekawym zajęciem na deszczowy dzień. Wejście kosztuje 4000 COP/os. (2018r.), a czas zwiedzania zależy od uwagi poświęcanej na poszczególny eksponat, ale średnio może wynieść ok. 2h.

Museo del Oro

fot. eksponat z Museo del Oro

wzgórze Cerro de Monserrate

Ciekawą atrakcją był także wycieczka na pobliskie wzgórze Cerro de Monserrate (3152m npm). Mimo wysokości nie jest ona wielkim wyzwaniem ponieważ sama Bogota położona jest bardzo wysoko (średnio 2 640 m npm) także wspinaczka – spacerem nie potrwa dłużej niż 1-1,5 h. Jest także opcja wjechania na szczyt kolejką, a do tej z kolei można dotrzeć autobusem. Kolejka to koszt 7 € za jazdę w jedną stronę lub 11 € za obie strony (link: https://www.aeridemontserrat.com/en/timetable-fares/ )

Cerro de Monserrate

Cerro de Monserrate

fot. widok z wejścia na wzgórze Cerro de Monserrate (3152m npm)

Gdzie spać?

Z czystym sumieniem mogę polecić dzielnice Kandelaria jako miejsce dobre do zatrzymania się. Obfituje w miejsca noclegowe w różnym standardzie, knajpy, ulice są czyste i zadbane, i wszystko w otoczeniu akademickiej atmosfery. Naszym miejscem noclegowym był Tip-Top Hostel , który także mogę polecić. Płaciliśmy wówczas 22000 COP za osobę/noc. Co było jedną z najtańszych lokalizacji, a mimo wszystko poziom tego hostelu niczym nie odbiegał od innych – droższych.
 Spacerując nawet wieczorem nie czuliśmy się w żaden sposób zagrożeni, szczególnie w tej okolicy. Sprawa może wyglądałaby inaczej w innych częściach miasta, ale odkryliśmy je dopiero wyjeżdżając i oglądając je z okien autobusu miejskiego.

Wyjazd autostopem na południe

Wyjazdy z dużych miast zawsze mogą być problematyczne, ale w przypadku Bogoty było to super łatwe. Jedynym problemem było złapanie odpowiedniego autobusu. Ale w końcu się udało z okolicy ulicy Avenida Caracas – Transmillenio. Autobus do miejscowości Soacha – która leży na wylotówce.

Autobus kosztował 1700 COP i miał tabliczkę Soacha. Trzeba go wypatrywać na ulicy i machać aby się zatrzymał.

Autostop działa i ma się dobrze. Na wylotówce nie spędziliśmy więcej niż 15 min, a kierowca który nas zabrał, dodatkowo zafundował nam niewielką wycieczkę nad wodospad położony w pobliżu naszej trasy. Z przystankami ale do celu udało nam się dotrzeć. Neiva była miejscem docelowym dla pierwszego kierowcy. Dotarliśmy tam już wieczorem, ale mimo tego zdecydowaliśmy się stopować dalej.

Pustynia Tatacoa

W międzyczasie dostaliśmy informacje z pierwszej ręki o miejscu godnym odwiedzenia, które było blisko naszego obecnego położenia. Chcieliśmy dostać się na pustynię Tatacoa. Z Neivy chcieliśmy wziąć autobus do Villavieja gdzie pustynia niemalże się zaczyna, ale ze względu na późną porę  (ok. 19) autobusy w tym kierunku już nie kursowały. Udało nam się złapać jakiś do połowy dystansu, ale dalej już po ciemku musieliśmy stopować. Udało nam się to za sprawą właściciela jednego z ośrodków hotelowo-campingowych na teżje pustyni. W sumie to on nas złapał zatrzymując się na ostatnie zakupy i z uśmiechem na ustach zaproponował nam podwózkę na swój camping. 🙂 Tym sposobem zaliczyliśmy jednego z najpiękniejszych stopów w karierze. Noc, pustynia, rozgwieżdżone niebo i my na pace pick-upa z nieznajomymi Kolumbijczykami w samochodzie 🙂 Mimo że sytuacja nie wyglądała na szczególnie bezpieczną to mieliśmy wewnętrzne przekonanie że wszystko jest ok. i było! Wylądowaliśmy w pięknym miejscu! Sam camping jest wart odwiedzenia ze względu na położenie i bardzo klimatyczne domki! Miejsce nazywa się El Penol de Constantino.

El Penol de Constantino.

fot. camping El Penol de Constantino na pustyni

Transport trzeba umówić bezpośrednio z właścicielem, albo wziąć taksówkę typu tuk-tuk. Koszt może być uzależniony od błota na drodze i ogólnych warunków. Ok. 20 000 COP za 2 osoby.

Pustynia czerwona (desierto roho)

fot. Pustynia czerwona (desierto rojo)

Poza ośrodkiem są jeszcze co najmniej 2 popularne miejsca w okolicy. Pustynia czerwona (desierto rojo) i pustynia szara (desierto gris ). Na tej drugiej jest basen, w którym można się kąpać i podziwiać okolicę w orzeźwiającej atmosferze.

pustynia szara (desierto gris ) - fragment

fot. pustynia szara (desierto gris ) – fragment

Nie często się zdarza, ale akurat w noc naszego przyjazdu dość mocno padało i wszystkie drogi i szlaki piesze były super trudne do pokonania ze względu na błoto. Między innymi dlatego jedynie pustynia czerwona została przez nas odwiedzona. Była po drodze i miała niewielką restauracyjkę ze śniadaniem za 7000 COP, co dla nas było idealnym rozwiązaniem. Pustynia ogółem jest spora. Ma szlaki trekkingowe dłuższe i krótsze, ale punkt widokowy (przy drodze i z knajpą) musiał nam wystarczyć ze względu na wszechobecne błoto.

fot. błoto na pustyni

Tuk-tuk z pustyni czerwonej do centrum Villavieja kosztował nas 15000 COP.

Dość gładko udało nam się dotrzeć do granicy przy pomocy autostopu. Ale trasa, którą obraliśmy zaskoczyła nas jakością dróg i czasem podróży. Ruszyliśmy mniej uczęszczaną autostradą przez miasa Pitalito – Mocoa – Sanata Ana. Przekraczaliśmy granicę w miejscowości San Miguel (większa wioska w okolicy to La Hormiga).

fot. autostop w kolumbi działa dobrze

Udało nam się złapać kolejnego stopa, którego zaliczamy do jednego z najlepszych. Mianowicie jechaliśmy na ciężarówce, a dokładniej na ładunku, który przewoziła. Było to atrakcją samą w sobie!
poniżej kilka ujęć.

 

 

fot. jeden z lepszych stopów ever

Mimo kontroli policyjnych i barykad (check-pointów) nikt nie miał problemu z dwójką ludzi podróżujących na przyczepie. Tak dotarliśmy do Santa Ana i mniej więcej od tego momentu zaczęła się kilkudziesięcio kilometrowa tułaczka po „odcinkach specjalnych” z żółwią prędkością. Nawierzchnia jest w trakcie budowy (2018) i co pewien czas zdarzają się fragmenty drogi szutrowej. Dlatego dojazd z pustyni zajął nam niemal 2 dni, ale na szczęście nocleg zapewnił nam jeden z kierowców u swojej kuzynki 🙂 A następnego dnia kontynuowaliśmy z nim podróż przez kolejne 100 km.

Przejście graniczne San Miguel – Lago Agrio ( Kolumbia – Ekwador)

W końcu dotarliśmy do mostu, który był faktyczną granicą państw. Z lekkim zdziwieniem przekroczyliśmy rzekę i już w Ekwadorze okazało się, że w tym miejscu nie ma żadnego urzędu, czy biura imigracyjnego, żeby podbić paszporty. Szybko jednak zostaliśmy zaczepieni przez lokalnych przewoźników, którzy oznajmili nam, że sprawy paszportowe załatwiane są 4 km dalej i proponują nam podwiezienie za 2 dolary.

Po przejechaniu pod urząd imigracyjny zastała nas sielankowa atmosfera z meczem FC Barcelony w tle. Podbiliśmy paszporty w okienku Kolumbii i w przerwie meczu udało nam się uzyskać pieczątkę Ekwadorską. Polacy nie potrzebują tutaj wizy jeśli pobyt nie przekracza 90 dni. Nie ma też żadnych opłat wyjazdowych, czy wjazdowych.

Teraz już oficjalnie mogliśmy zacząć stopowanie w kierunku większej miejscowości Lago Agrio. Późnym popołudniem rozważaliśmy opcje noclegu – koszt w hostelach między 7-9 USD. Jednak ostatecznie udało nam się złapać autobus nocny do Quito –koszt 10 USD. Na terminalu autobusowym za 1 USD można wziąć prysznic, a w okolicy jest kilka knajpek gdzie można zjeść. Wyruszyliśmy o 23, a na miejscu byliśmy ok. 5 rano. Tak zaczęła się nasza przygoda z Ekwadorem 🙂

poniżej kilka fotek z Bogoty:

 

 

 

 

 

 

 

Jeśli planujesz wyjazd w tę część świata to z czystym sumieniem możemy polecić Amerykę Centralną która jest już bardzo blisko Kolumbii.
Nieco więcej info poniżej: 

EL SALVADOR- EL TUNCO- SURFERSKA WIOSKA W SERCU AMERYKI CENTRALNEJ

COSTA RICA (KOSTARYKA) – PEREŁKA AMERYKI CENTRALNEJ

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *